Potem spojrzał na mnie.
— Nie. To niemożliwe.
Serce zaczęło mi walić.
— Co?
— Znamię.
Spojrzałam.
Na prawym ramieniu dziecka było widoczne czerwonawe znamię.
Caleb pokręcił głową.
— To nie to.
— Co masz na myśli?
— Znamię naszej córki było ciemne. Owalne. I znajdowało się po lewej stronie.
Pielęgniarka uśmiechnęła się uspokajająco.
— Skóra noworodków się zmienia. Takie znamiona mogą wyglądać inaczej—
— Nie.
Głos Caleba stał się stanowczy.
— Wiem, co widziałem.
Sprawdził opaskę identyfikacyjną wokół kostki dziecka.
Moje imię.
Jego imię.
Nasz numer szpitalny.
Wszystko się zgadzało.
A jednak Caleb wyglądał na jeszcze bardziej przerażonego.
— Daj mi ją — wyszeptałam.
Położył dziecko na mojej piersi.
Była maleńka i ciepła, spała spokojnie.
I nagle przyszła mi do głowy straszna myśl.
A jeśli Caleb ma rację?
— Zawołajcie pielęgniarkę oddziałową — powiedziałam.
Kilka minut później przyszła kobieta o imieniu Denise wraz z pielęgniarką, która badała naszą córkę zaraz po porodzie.
Caleb opisał znamię.
Denise zwróciła się do drugiej pielęgniarki.
— Pamięta pani je?
– NIE.
Ścisnęło mnie w żołądku.
— Gdzie było?
— Po lewej stronie. Blisko obojczyka.
W pokoju zapadła cisza.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






