Wygładziłaś kołnierzyk jedwabnej bluzki, ale Estela rzuciła na materac jeszcze trzy sukienki, zanim zdążyłaś podwinąć rękawy. Palce drętwiały ci podczas pracy, a jedwab chłodno drapał skórę.
Żółty len, ciemnoniebieski krep, ciężka szara wełna. Przygotowywała się do weekendowego wyjazdu, a jej zadbane paznokcie niespokojnie wystukiwały rytm o skórzaną torebkę.
„Załóż dziś tę szarą bawełnianą sukienkę, Lourdes” – powiedziała wysokim i ostrym głosem. „Tę z białym fartuszkiem”.
Zawahałaś się, opierając dłonie na jedwabiu. Nie nosiłaś tego munduru od trzech lat, odkąd jej mąż przestał organizować kolacje dla swoich współpracowników w tym wieżowcu.
„Ten szary?” zapytałeś, pocierając suchą skórę dłoni.
„Tak” – powiedziała. „I upewnij się, że kołnierzyk jest wyprasowany. Wyjeżdżamy za czterdzieści minut”.
„Myślałam, że idziemy na biznesowy lunch” – powiedziałaś cicho, a twój głos ledwo niósł się po szerokiej sypialni.
„Jesteśmy” – powiedziała, patrząc na swoje odbicie w dużym lustrze. „Mój mąż mówi, że ten lunch jest bardzo ważny. Musisz wyglądać stosownie. Załóż też płaskie buty”.
„Czy jego nowy partner przyjdzie?” – zapytałeś.
„Po prostu rób swoje i nie zadawaj tylu pytań” – powiedziała, zamykając z trzaskiem pudełko na biżuterię.
Nie sprzeciwiłaś się. Wyjęłaś sukienkę z głębi szafy, materiał pachniał starym krochmalem i lawendą.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






