Ekran przed moją dłonią błysnął na czerwono.
Nadajnik GPS aktywny.
Przez szybę Ryan uniósł mrożoną herbatę w geście żartobliwego pozdrowienia.
Potem ziemia zaczęła się podnosić.
Część 2
Obudziły mnie głosy, ale nie te dochodzące z domu.
„Puls jest słaby. Oddycha.”
„Teraz schowaj się za nią.”
„Proszę pani, czy mnie pani słyszy?”
Niebo nade mną mieniło się bielą. Mężczyzna w czarnej taktycznej koszulce polo klęczał obok mnie, przyciskając mi zimny kompres do szyi. Inny trzymał parasol nad moim ciałem. Trzeci szybko mówił do radia.
Za nimi Ryan walił pięściami w szklaną ścianę tarasu.
„Co to, do cholery, jest?” krzyknął.
Ochroniarz nawet na niego nie spojrzał.
Moje usta pękły, gdy próbowałam przemówić. „Kochanie.”
„Monitor płodu jest w drodze” – powiedział łagodnie mężczyzna. „Twój brat jest za trzy minuty. Ratownicy medyczni są za minutę”.
Twarz Patricii za szkłem, pod drogim makijażem, wydawała się blada.
Grant w końcu otworzył drzwi i wyszedł z fałszywym autorytetem. „To teren prywatny. Musicie stąd wyjść”.
Mężczyzna obok mnie odwrócił się powoli. „Proszę pana, zareagowaliśmy na aktywny sygnał alarmowy od prawnego właściciela tej nieruchomości”.
Grant mrugnął. „Legalny właściciel?”
Ryan przepchnął się obok niego. „To moja żona. Zajmę się nią”.
Ochroniarz stał między nami. Był o pół głowy wyższy od Ryana i dwa razy spokojniejszy.
„Nie dotkniesz jej.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






