„Mam na imię Jonah. Jesteśmy z klubu mentorów Mai.”
“Nie obchodzi mnie, skąd jesteś.”
Skinął głową.
“Dobra.”
„Myśleliśmy, że wiesz” – powiedział.
Spojrzałem na Mayę.
Pokręciła głową.
„Nie. To moja wina.”
„Dlaczego mieliby myśleć, że wiemy?”
Twarz Mai się zmarszczyła.
„Bo im tak powiedziałem.”
W pokoju zapadła cisza.
Ufałam Mai przez prawie dwa lata.
Mieszkała trzy domy dalej ze swoją matką, Denise.
Znała rutynę Leo.
Wiedziała, że lubi tosty pokrojone na cztery kwadraty.
Wiedziała, że odkurzacz go przeraża, ale blender nie.
Nigdy nie prosiła nas o pieniądze.
Kiedy nalegałam, powiedziała, że opieka nad Leo i Emmą nie przypomina pracy.
Teraz okłamała 14 osób i przyprowadziła je do mojego domu.
„Zadzwoń do matki” – powiedziałem.
Maya otarła policzek.
“Ona pracuje.”
“Zadzwoń do niej mimo wszystko.”
Nastolatkowie przenieśli się do kuchni.
Leo pozostał przy drzwiach i ciężko oddychał.
Maya kucnęła kilka stóp od niego.
“Leo, zmień się.”
Podniosła ilustrację przedstawiającą dwoje drzwi.
Jeden otwarty.
Jeden zamknięty.
„Przyjaciele zostają na pięć minut” – powiedziała. „Potem odchodzą”.
Leo uderzył dłonią w zamknięte drzwi.
„Zostań” – powiedziało urządzenie zawieszone na jego szyi.
Nie zauważyłem tabletu spoczywającego na jego piersi.
Na ekranie znajdowały się duże przyciski z napisami i obrazkami.
WIĘCEJ.
STOP. POMOCY. PIJ. MAMO. TATA. EMMA. MAYA.
Dotknąłem krawędzi.
„Skąd się to wzięło?”
“Klub.”
„Leo nie ma urządzenia komunikacyjnego”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






