Nie wypełnił ciszy. Po prostu sięgnął przez konsolę i chwycił mnie za rękę.
Dom ciotki Ruth stał na końcu wąskiej drogi wysadzanej drzewami. Balustrada ganku przechylała się lekko na bok, a schody wejściowe wymagały naprawy. Na podwórku leżał rower. Nad drzwiami brzęczały dzwonki wietrzne zrobione ze starych łyżek.
Zanim samochód się zatrzymał, Lily wybiegła z domu.
Była niska jak na jedenaście lat – same łokcie i błyszczące oczy, z ciemnymi lokami wymykającymi się z nieuporządkowanego warkocza.
„Em!”
Ledwo zdążyłem otworzyć drzwi, gdy rzuciła mi się w ramiona.
Trzymałem ją tak mocno, że aż pisnęła.
„Niszczysz mnie” – powiedziała, ale nie puściła.
Potem podążył Johnny, wyższy niż ostatnim razem, kiedy go widziałem, z ramionami zaczynającymi się rozszerzać i poważną twarzą, która wyglądała na zbyt starą jak na szesnastolatka. Paul szedł wolniej, chudy i blady, z inhalatorem schowanym w kieszeni bluzy.
Ciotka Ruth stała w drzwiach i wycierała ręce w ściereczkę kuchenną.
Jej wzrok powędrował prosto na Nathana.
Jak na człowieka, który potrafił dowodzić konferencjami na całym świecie, Nathan nagle zaczął przypominać ucznia czekającego przed gabinetem dyrektora.
„Ciociu Ruth” – powiedziałem – „to jest Nathan”.
Nathan zrobił krok naprzód i wyciągnął rękę. „To zaszczyt cię poznać”.
Ciotka Ruth przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, zanim uścisnęła mu dłoń.
„Zrobiłeś krzywdę naszej Emily” – powiedziała – „i żadne pieniądze nie sprawią, że będziesz na tyle wysoki, żeby móc się ukryć”.
Nathan skinął głową z powagą. „Rozumiem”.
Lily spojrzała na niego od góry do dołu. „Naprawdę jesteś miliarderem?”
„Lily” – wyszeptałem.
Nathan się uśmiechnął. „Ludzie tak mówią”.
„Czy masz w domu kręgielnię?”
“NIE.”
„Kino?”
“Tak.”
Jej oczy się rozszerzyły. „Emily wyszła za mąż”.
Paul prychnął, a nawet poważne usta Johnny’ego drgnęły.
W domu pachniało zupą, proszkiem do prania i starym drewnem. Wszystko było zniszczone, ale czyste. Lodówka wciąż była pokryta rysunkami Lily. Jeden z nich przedstawiał cztery postacie z patyczków trzymające się za ręce pod żółtym słońcem: EM, JOHNNY, PAUL, LILY.
Nathan przyglądał się temu przez długi czas.
Kolacja początkowo była niezręczna. Johnny odpowiadał na pytania jednosłownymi odpowiedziami. Paul uważnie obserwował Nathana, jakby zastanawiał się, czy uprzejmość bogatego człowieka to podstęp. Lily zadała wystarczająco dużo pytań, żeby starczyło dla wszystkich.
„Czy posiadasz samolot?”
“Tak.”
„Czy Emily może w tym latać?”
“Tak.”
„Czy mogę?”
„Może pewnego dnia”.
„Czy znasz jakichś piosenkarzy?”
“Kilka.”
„Czy możesz kupić Emily konia?”
Kaszlałem wodą.
Nathan spojrzał na mnie z rozbawieniem. „Czy Emily chce konia?”
„Nie” – powiedziałem szybko.
Lily wzruszyła ramionami. „Rysowała je”.
Spojrzenie Nathana złagodniało. „Naprawdę?”
Wpatrywałam się w swój talerz, zawstydzona, że ten maleńki fragment dzieciństwa został mu podany niczym zapomniane zdjęcie.
Po obiedzie Johnny zniknął na zewnątrz. Znalazłem go przy starej szopie, rzucającego kamyki w trawę.
„Jesteś szalony” – powiedziałem.
Kopnął ziemię. „Nie.”
“Jasio.”
Odwrócił wzrok. „Wyszłaś za mąż i powiedziałaś nam o tym później”.
Ból w jego głosie był silniejszy niż gniew.
„Wiem” – powiedziałem. „Powinienem był zadzwonić wcześniej”.
„Czy on cię zabiera?”
“NIE.”
„Ty już mieszkasz daleko.”
Nie miałem odpowiedzi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






