Woda sięgała nam do kostek, potem do kolan. Na korytarzu błysnęły światła awaryjne. Gdzieś przed nami rozległ się krzyk Damiana.
Znaleźliśmy go w pobliżu stalowego mostu rozpiętego nad masywną komorą odwadniającą.
Michał stał po przeciwnej stronie z pistoletem.
Za nim czekała mała łódź ratunkowa.
Damian ledwo mógł utrzymać się w pozycji pionowej.
„Stój!” – zawołałem.
Obaj mężczyźni się odwrócili.
Spojrzenie Michaiła spoczęło na aparacie słuchowym.
„Aktywowałeś to.”
Podniosłem brodę.
„Noe cię zniszczył.”
Michaił uśmiechnął się smutno.
„Nie. Noe zniszczył wszystkich, których nazwiska widniały w tym archiwum.”
Nad nami cicho zabrzmiały syreny.
Michaił podniósł pistolet w stronę Lili.
Damian stanął między nimi.
„Zastrzel mnie.”
Ręka Michała drżała.
„Urodziłeś się dla mnie.”
„Nie” – powiedział Damian. „Urodziłem się wbrew tobie”.
„Masz moją krew.”
„Mam wybór mojej matki.”
Michaił strzelił.
Damian szarpnął się do tyłu.
Krzyczałem.
Kula trafiła go w ramię, ale siła uderzenia rzuciła nim o barierkę.
Metal pękł.
Wpadł do rwącej wody.
„Damian!”
Bez zastanowienia skoczyłem.
Zimno mnie pochłonęło.
Znalazłem go pod powierzchnią, tonącego, z krwią spływającą po koszuli. Złapałem go za kołnierz i kopnąłem w górę.
Jakaś ręka chwyciła moją.
Viktor pociągnął nas w stronę dolnej platformy.
Nad nami Gabriel rzucił się na Michaiła.
Ich broń się poślizgnęła.
Lila stała przy barierce i rozpaczliwie coś podpisywała.
Mamo, Damian. Wróć.
Zaciągnęliśmy Damiana na peron.
Nie oddychał.
Przycisnęłam dłonie do jego piersi.
„Nie. Nie, obiecałeś jej.”
Rozpocząłem uciskanie.
Raz.
Dwa razy.
Ponownie.
Jego twarz pozostała nieruchoma.
Lila uklękła obok niego.
Położyła dłoń na jego sercu.
Następnie zaczęła wystukiwać rytm na jego klatce piersiowej.
Trzy wolne uderzenia.
Dwa szybkie.
Trzy wolne.
Rozpoznałem to.
To był wzór, którego używała, gdy się bała, rytm, którego nauczył ją Noah, uderzając nim o nadgarstek.
Dopasowałem do tego kompresję.
„Wróć, Damian.”
Woda grzmiała wokół nas.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






