Przez sekundę instynkt niemal zaprowadził mnie w stronę jej ust.
Zatrzymałem się.
Elena zauważyła.
Jej oczy złagodniały.
Podniosła moją rękę.
Potem złożył pocałunek na moich kostkach palców.
„Wróć” – powiedziała.
“Będę.”
Marco i ja wyruszyliśmy tuż przed świtem.
Miasto było szare.
Mokry.
Na wpół rozbudzony.
Biblioteka Dziecięca Mercer mieściła się pomiędzy kościołem i pralnią.
Mały ceglany budynek z niebieskimi drzwiami.
Imię mojej matki widnieje na brązowej tablicy.
KU PAMIĘCI SAMUELA MERCERA.
Wpatrywałem się w to.
„Co?” zapytał Marco.
“Nic.”
Ale to nie było nic.
Mój ojciec nienawidził publicznych uroczystości upamiętniających.
Kiedyś nazwał nadawanie budynkom imion zmarłych ludzi kosztowną formą poczucia winy.
„Masz klucz?” zapytał Marco.
“NIE.”
Niebieskie drzwi się otworzyły.
Z budynku wyszła kobieta po siedemdziesiątce.
Miała na sobie fioletowy sweter i grube okulary.
„Pan Mercer?”
“Tak.”
„Czekałem.”
Marco podszedł bliżej.
„Kim jesteś?”
„Ruth Vale.”
Nazwisko nas oboje zatrzymało.
Uśmiechnęła się smutno.
„Piotr był moim synem”.
Poszliśmy za nią do środka.
W bibliotece unosił się zapach papieru, starego drewna i pasty cytrynowej.
Jedną ze ścian pokrywały rysunki dzieci.
Gwiazdy.
Dinozaury.
Krzywy fioletowy pies.
Ruth zaprowadziła nas na dół.
„Mój syn pracował z Eleną” – powiedziała.
„Wiemy.”
„Nie. Wiesz, że ją nadzorował.”
Spojrzałem na nią.
„Jaka jest różnica?”
„Miał ją pilnować”.
Marco i ja wymieniliśmy spojrzenia.
“Dlaczego?”
Ruth otworzyła pomieszczenie magazynowe.
„Ponieważ Samuel go o to poprosił.”
„Mój ojciec nie żył”.
“Tak.”
Nie wydawała się zdezorientowana.
To mnie jeszcze bardziej przestraszyło.
„Pani Vale.”
“Litość.”
„Ruth, mój ojciec zmarł sześć lat temu.”
„Byłem na jego pogrzebie.”
„To jak to się stało, że pięć lat temu poprosił twojego syna, żeby zajął się Eleną?”
Spojrzała na mnie.
„Samuel zostawił instrukcje.”
Niebieski folder.
„Instrukcje zostały otwarte po jego śmierci?”
“Niektóre.”
“Niektóre?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






