REKLAMA

Dokładnie o 22:03, dziewięćdziesiąt trzy dni po tym, jak podpisałem dokumenty rozwodowe

REKLAMA
Dokładnie o 22:03, dziewięćdziesiąt trzy dni po tym, jak podpisałem dokumenty rozwodowe
REKLAMA

„Jakie badanie przeprowadził?”

Palce Eleny zacisnęły się na kocu.

„Pobrał krew. Zadawał pytania. Powiedział, że mam niski poziom żelaza.”

Doktor Bennett zachował spokój.

„Czy wykonał USG?”

“NIE.”

„Sprawdzić bicie serca dziecka?”

“NIE.”

Obawy lekarza były subtelne.

Zwężenie oczu.

Pauza przed następnym pytaniem.

„Czy dał ci lekarstwo?”

Elena spojrzała na mnie.

A potem z powrotem do doktora Bennetta.

„Witaminy”.

„Masz je?”

„W moim mieszkaniu.”

Doktor Bennett skinął głową w stronę pielęgniarki.

„Proszę zanotować.”

„O czym myślisz?” – zapytałem.

„Myślę, że chciałbym wiedzieć dokładnie, co brała”.

„To były witaminy dla kobiet w ciąży” – powiedziała Elena.

“Być może.”

Lekarz uśmiechnął się pocieszająco.

„Ale nadal chciałbym to potwierdzić”.

Twarz Eleny zbladła.

Wstałem.

Doktor Bennett spojrzał na mnie.

„To nie jest czas na zakładanie czegokolwiek, panie Mercer.”

Zrozumiałem poprawkę.

Ledwie.

“Oczywiście.”

Lekarka zakończyła badanie.

Elena miała pozostać w szpitalu co najmniej przez noc.

Może dłużej.

Stan dziecka wydawał się stabilny.

Elena potrzebowała płynów, odżywiania i obserwacji.

Kiedy doktor Bennett wyszedł, wysłałem Marco wiadomość.

Znajdź witaminy.

Odpowiedział w ciągu kilku sekund.

Już nad tym pracuję.

Elena patrzyła, jak odkładam telefon.

„Nadal piszesz, jakbyś był zły na ekran”.

„Zwykle denerwuję się, patrząc na ekran.”

Odwróciła się w stronę okna.

Pod nami Manhattan jarzył się.

Tysiące okien.

Tysiące istnień.

Nasze małżeństwo kiedyś istniało między nimi.

Rozmowy przy śniadaniu.

Pranie.

Spory o kolory farb.

Elena źle śpiewa pod prysznicem.

Ja udaję, że tego nienawidzę.

„Nie wiem, co się teraz stanie” – powiedziała.

Oparłem się.

“Ani ja.”

Spojrzała na mnie zaskoczona.

“Co?”

„Zawsze wiesz, co się wydarzy.”

“NIE.”

„Zachowujesz się tak, jakbyś to robił.”

„To co innego.”

Jej wyraz twarzy złagodniał.

Wziąłem oddech.

„Chcę brać udział w życiu dziecka”.

Miękkość zniknęła.

Kontynuowałem, zanim powstrzymał mnie strach.

„Ale wiem, że samo chcenie czegoś nie daje mi prawa do żądania tego.”

Elena patrzyła na mnie.

„Nie zabiorę ci dziecka”.

„Nie powiedziałem…”

„Myślałeś o tym.”

Miałem.

Ona znała mnie zbyt dobrze.

„Nie wiem, co do ciebie czuję” – powiedziała. „Chcę, żebyś to zrozumiał”.

“Ja robię.”

„Kochałam cię, kiedy podpisywałam papiery.”

Poczułem ucisk w klatce piersiowej.

„Kochałam cię, kiedy wprowadziłam się do tego okropnego mieszkania”.

„Dlaczego nie wziąłeś mieszkania na Pięćdziesiątej Siódmej Ulicy?”

„Bo pachniało tobą.”

Spojrzałem w dół.

„W mieszkaniu pachniało mną?”

„Twoje świece cedrowe.”

„Nie kupuję świec.”

„Wiem. Kupiłem je. Ukradłeś je.”

Mimowolnie się uśmiechnąłem.

Elena szybko odwróciła wzrok.

„Nienawidziłam tego mieszkania” – powiedziała. „Nienawidziłam każdego pokoju, bo wyobrażałam sobie, jak po nim chodzisz”.

„Nigdy tam nie byłem.”

„To nie miało znaczenia.”

Zapadła cisza.

Potem powiedziała: „Nie mogę po prostu zapomnieć o tym, co się wydarzyło”.

„Nie proszę cię o to.”

„Być może już nigdy ci nie zaufam.”

“Ja wiem.”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA