„Nie” – powiedziałem, podchodząc bliżej. „Chciałbym być kimś, komu mógłbyś to dać”.
Jej oczy się zaszkliły.
Usiadłem obok niej.
„Znalazłem też formularze zgody dawcy” – powiedziałem. „Są gotowe”.
Otarła policzek.
„Naprawdę to zrobisz.”
“Tak.”
„A co jeśli i tak nie przeżyję?”
Moje serce się ścisnęło.
„Wtedy nadal będę wiedział, że nie uciekłem”.
Długo mi się przyglądała.
Potem wyszeptała: „A co jeśli przeżyję?”
Ledwo mogłem oddychać.
„W takim razie spędzę tu tyle czasu, ile mi pozwolisz, udowadniając, że mogę zostać.”
Na jej ustach pojawił się słaby, bolesny uśmiech.
„Sprawiasz, że to brzmi prosto.”
„Nie będzie.”
„Nie” – powiedziała. „Nie będzie”.
Proces przeszczepu rozpoczął się szybciej niż się spodziewałem.
Mayę przeniesiono do specjalistycznego oddziału, gdzie powietrze było czystsze i chłodniejsze, a każdy odwiedzający musiał przestrzegać surowych zasad. Zostałem przebadany, poinformowany, ostrzeżony.
Lekarze wszystko dokładnie wyjaśnili.
Ryzyko.
Dyskomfort.
Możliwość, że się nie powiedzie.
Wysłuchałem całości i mimo wszystko podpisałem.
Rano, w dniu pobrania komórek macierzystych, Maya nalegała, żeby mnie zobaczyć przed moim wyjazdem.
Wyglądała słabiej niż kiedykolwiek.
Jej twarz była niemal przezroczysta. Jej oczy wydawały się za duże w stosunku do twarzy.
Ale kiedy mnie zobaczyła, spróbowała się uśmiechnąć.
„Boisz się?” zapytała.
„Tak” – przyznałem.
„Dobrze. W końcu jesteś szczery.”
Zaśmiałem się cicho.
Sięgnęła pod poduszkę i wyjęła oprawione zdjęcie rocznicowe.
Tym razem podała ją mnie.
„Zachowałam to, bo cię nienawidziłam” – powiedziała.
Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.
Jej usta wygięły się lekko.
„I dlatego, że cię kochałam. Czasem oboje czuliśmy to samo.”
Trzymałem zdjęcie ostrożnie.
„Wyglądaliśmy na szczęśliwych”.
„Byliśmy” – powiedziała. „W tym tkwił problem. To sprawiało, że nasza strata była cięższa”.
Pielęgniarka pojawiła się w drzwiach, żeby mnie zabrać.
Wstałem.
Maya nagle wyciągnęła rękę i złapała mnie za nadgarstek.
„Ardżuna”.
“Tak?”
Jej głos był ledwo słyszalny.
“Wracać.”
Dwa słowa.
Tak proste.
Tak niemożliwe.
Przez lata czekała na mój powrót emocjonalny, duchowy i człowieczy.
Tym razem mogłem odpowiedzieć.
“Będę.”
Zbieranie zajęło wiele godzin.
Nie było to dramatyczne. Nie było to bohaterskie.
Tylko igły, maszyny, sterylne rurki, dyskomfort, czekanie i dziwny widok krwi wypływającej ze mnie i wracającej, podczas gdy coś ważnego mi odbierano.
Cały czas myślałem o Mai.
Wyobraziłem ją sobie siedzącą samotnie na korytarzu.
Pomyślałem o jej liście.
Pomyślałam o Aszy, dziecku, które nigdy nie istniało, ale mimo to nadal zajmowało miejsce w naszych sercach.
Kiedy było już po wszystkim, czułam się wyczerpana, ale opanowana.
Przeszczep odbył się następnego dnia.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






