Kiedy Sarah została wypisana ze szpitala, czekał na nią dom, w którym nie unosił się zapach strachu.
Ale moment, który naprawdę to urzeczywistnił, nie był kluczowy.
To nie była kanapa.
To była Meera stojąca na korytarzu szpitala i obserwująca zbliżającego się Reapera z brązową papierową torbą.
Uklęknął, jakby kolana go wcale nie bolały, wyciągnął pluszowego jednorożca i niezgrabnie wyciągnął go w jej stronę, jak człowiek oferujący rozejm światu, którego do końca nie rozumiał.
Meera wpatrywała się w to. „Dla mnie?”
Reaper odchrząknął. „Tak. Każde dziecko powinno mieć coś miękkiego w ciężkim tygodniu”.
Meera przytuliła jednorożca tak mocno, że jej palce zanurzyły się w jego futrze.
Reaper mrugnął szybko i wstał, jakby nagle przypomniał sobie, że ma być twardzielem.
Odwróciłam się, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej twarzy.
Bo właśnie wtedy stereotyp się rozpadł.
I pojawiło się coś lepszego.
Rozdział 8: Drugie zagrożenie
Trzy tygodnie po przeprowadzce do nowego mieszkania, ramię Sary nadal bolało, ale wygląd jej oczu się zmienił.
Wyglądała na mniej prześladowaną.
Większa czujność.
Zaczęła pracować na pół etatu w warsztacie Wrench’s, odbierając telefony, umawiając prace i wypełniając papiery. Uczciwa praca. Miejsce, w którym w końcu mogła odetchnąć.
Meera zaczęła naukę w nowej szkole.
Nowi przyjaciele.
Nowe rutyny.
Przez chwilę wydawało się, że wszechświat w końcu postanowił okazać nam odrobinę dobroci.
Potem kolekcjonerzy powrócili.
Nie pięściami.
Z papierem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






