Uśmiechnęłam się. „W wersji, którą podpisałeś, każda udowodniona próba zawarcia ze mną małżeństwa dla korzyści finansowych unieważnia wszelkie korzyści, powoduje zwrot kosztów ślubu i nakłada karę za oszustwo”.
Vivian szepnęła: „Nie”.
„Tak” – odpowiedziałem. „Catering. Miejsce. Kwiaty. Prywatny odrzutowiec dla twoich bliskich. Wszystko opłacone przez moją firmę, wszystko do odzyskania od Adriana, jeśli oszustwo zostanie udowodnione”.
Adrian się roześmiał, ale pot perlił mu się na skroni. „Nie da się udowodnić oszustwa”.
Z głośników kaplicy popłynął kolejny klip.
Głos Vivian: „Uśmiechaj się, aż podpisze. Potem będzie mogła płakać w tym wielkim, pustym domu”.
Ktoś z tyłu powiedział: „O mój Boże”.
Zwróciłem się do Vivian. „Byłaś bardzo jasna podczas brunchu w zeszłym miesiącu”.
Jej dłoń powędrowała do piersi. Przez jedną dramatyczną sekundę wyglądała, jakby diamenty wokół jej szyi zamieniły się w kołnierzyk.
„Ty podła dziewczynko” – syknęła.
„Nie” – powiedziałam. „Byłam hojną kobietą. To się dzisiaj skończyło”.
Mój adwokat, pan Calder, wstał z trzeciego rzędu. Siedział cicho między moją ciotką a przewodniczącym zarządu mojej fundacji.
Adrian wpatrywał się w niego. „Kim ty, do cholery, jesteś?”
„Mężczyzna, który zablokował transfer domku nad jeziorem o 9:03 rano” – powiedział Calder. „A także mężczyzna, który powiadomił twojego pracodawcę, że próbowałeś wykorzystać poufne informacje finansowe należące do pani Voss”.
Adrian zbladł.
Pracował dla prywatnej firmy majątkowej. Reputacja była tam jak tlen.
Calder kontynuował: „Kurier dostarcza właśnie do twojego mieszkania pozew cywilny. Twoja matka jest wymieniona jako współspiskowczyni”.
Vivian wydała z siebie zduszony dźwięk i chwyciła się ławki obiema rękami.
Spojrzałam na Adriana ostatni raz. Szukałam mężczyzny, którego kochałam, ale znalazłam tylko maskę, popękaną i tandetną.
„Mówiłeś, że jestem zdesperowana” – powiedziałam. „Miałeś rację. Rozpaczliwie pragnęłam wierzyć, że miłość wciąż może mnie odnaleźć po żałobie. Ale nigdy nie byłam na tyle zdesperowana, żeby kupić mnie za własne pieniądze”.
Podszedł do mnie. „Mara, proszę. Możemy porozmawiać”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






