To było gorsze.
Bo albo nie potrafiłam dostrzec różnicy, albo oddanie i chciwość mogły wyrażać to samo.
Trzeciego dnia Elias przyszedł do mieszkania.
Rebecca umówiła mnie tam na spotkanie z moim kuzynem Nathanem i dwoma przeprowadzkowcami, żebym mógł odebrać ubrania, dokumenty i rzeczy osobiste. Ojciec chciał wysłać pracowników, ale odmówiłem. Musiałem raz przejść się po tych pokojach, zanim staną się dowodem w czyichś aktach.
Mieszkanie znajdowało się na czwartym piętrze odnowionego budynku w dzielnicy Mission, z wysokimi oknami i starymi drewnianymi podłogami, które skrzypiały przy kuchni. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Uwielbiałam poranne światło, niebieskie płytki w łazience i maleńki balkonik, na którym zmieściły się dwa krzesła i bazylia.
Kiedy otworzyłem drzwi, wszystko wyglądało na nienaruszone.
Kubki do kawy, które wspólnie wybraliśmy. Oprawiona grafika z naszej pierwszej podróży do Monterey. Półka na książki, którą Elias obiecał dokończyć po podróży poślubnej.
Nathan patrzył na mnie z progu. „Wszystko w porządku?”
“NIE.”
“Sprawiedliwy.”
Miał tyle samo lat co ja, był bezpośredni w sposób, który zwykle uważałam za irytujący, ale teraz wydawał mi się pocieszający.
Poszedłem do sypialni i otworzyłem szafę. Moja strona była schludna. Strona Eliasa wyglądała na zaniedbaną – wieszaki porozsuwane, szuflady na wpół otwarte.
„Był tutaj” – powiedziałem.
Nathan podszedł bliżej. „Chcesz, żebym sprawdził resztę?”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, drzwi wejściowe się otworzyły.
Elias przyszedł ubrany w granatowy sweter, który podarowałam mu na ostatnie Boże Narodzenie.
Przez jedną ulotną sekundę po prostu patrzyliśmy na siebie.
Wyglądał na zmęczonego. Szczękę miał pokrytą zarostem, a oczy zaczerwienione. Wydawał się tak przekonująco zraniony, że w pierwszym odruchu podszedłem do niego.
Wtedy przypomniałem sobie jego głos, dochodzący nade mną, z pokoju hotelowego.
Dziś wieczorem nadal muszę udawać.
„Ella” – szepnął.
Nathan stanął między nami. „Ona nie jest sama”.
Spojrzenie Eliasa powędrowało w jego stronę. „To też mój dom”.
„Nikt nie powiedział, że tak nie jest” – odpowiedział Nathan.
Elias zignorował go i spojrzał na mnie. „Gdzie byłeś?”
Złożyłam sweter i włożyłam go do walizki. Moje ręce były pewniejsze, niż się czułam.
„Potrzebowałem przestrzeni.”
„Kosmos?” Zaśmiał się raz, ale zaśmiał się chwiejnie. „Zostawiłeś mnie w noc poślubną”.
„Zauważyłeś.”
Jego twarz się ściągnęła. „To ma być zabawne?”
“NIE.”
„Więc porozmawiaj ze mną”. Zrobił krok naprzód. Nathan się nie poruszył. Elias się zatrzymał. „Proszę. Cokolwiek twoim zdaniem się stało, cokolwiek powiedziała Brenda…”
Ciekawy.
Spojrzałem w górę.
„Dlaczego Brenda miałaby cokolwiek mówić?”
Zamknął usta.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






