Marcus ominął nowe zapory sieciowe firmy. Sarah śledziła fikcyjne wydatki na podróże, udowadniając, że były to w rzeczywistości płatności firm-wydmuszek. David śledził pieniądze, odkopując labirynt zagranicznych kont, na których znajdowały się miliardy skradzionych dywidend, które prawnie należały do patentu mojego ojca.
Podczas tych bezsennych nocy, w otoczeniu świecących monitorów i czerstwej pizzy, coś się zmieniło między mną a Arthurem. Z niechętnych sojuszników przeszliśmy do głębokiego, niewypowiedzianego partnerstwa.
Pewnej nocy, około 3:00 nad ranem, moje oczy były zbyt zamglone, żeby odczytać arkusze kalkulacyjne. Arthur delikatnie wziął laptopa z moich rąk i go zamknął.
„Musisz spać, Claire” – mruknął, ocierając się ramieniem o moje.
„Nie mogę” – wyszeptałam, wpatrując się w pusty ekran. „Jeśli zamknę oczy, widzę tylko twarz Juliana. Widzę uśmiech Victorii. Widzę, że ujdzie im to na sucho”.
Arthur wyciągnął rękę, jego ciepłe palce delikatnie uniosły mój podbródek, tak że musiałam na niego spojrzeć. „Nie zrobią tego. Obiecuję ci, Claire. Widziałem, jak ta kobieta niszczy moją rodzinę od środka. Nie pozwolę jej zniszczyć ciebie”.
Na krótką, zawieszoną chwilę wojna ucichła. Słychać było jedynie cichy szum serwerów i intensywną, uziemiającą głębię jego spojrzenia. Przytuliłam się do jego dotyku, czując się bezpiecznie po raz pierwszy od dekady.
„Znalazłem!” – krzyknął nagle Marcus z narożnego biurka, przerywając ciszę.
Podbiegliśmy. Marcus drżącym palcem wskazał na ekran. „Księga główna. Cały system księgowości cieni w Victorii. Wszystko jest zapisane na zaszyfrowanym, fizycznym dysku głównym”.
„Gdzie to jest?” zapytał Artur.
„To nie jest w chmurze” – wściekle pisał Marcus. „To jest przechowywane lokalnie. W prywatnym sejfie Juliana w penthousie w centrum miasta”.
Serce mi stanęło. Ten penthouse. Ten, do którego technicznie rzecz biorąc, wciąż miałem dostęp.
„Idę” – powiedziałem natychmiast.
Godzinę później wsunęłam starą kartę do penthouse’u. Zapaliła się na zielono. Przekradłam się przez ciemny, luksusowy salon w stronę gabinetu Juliana. Znałam kod do jego sejfu – była nasza rocznica ślubu. Obrzydliwa ironia.
Wpisałam numer. Klik. Otworzyłam ciężkie stalowe drzwi. Na samym środku stał elegancki, srebrny dysk twardy. Święty Graal.
Złapałem ją, a moje serce waliło ze zwycięstwa. Ale gdy się odwróciłem, żeby wyjść, światła w biurze błysnęły, oślepiając mnie.
W drzwiach stał Julian, trzymając w ręku szklankę szkockiej.
„Cześć, Claire” – uśmiechnął się, jego oczy były zupełnie martwe. „Czułem, że wrócisz po swoje rzeczy”.
Julian zablokował jedyne wyjście.
„Odłóż ten dysk, Claire” – powiedział, powoli pociągając łyk drinka. „Wkraczasz na cudzy teren. Mogę od razu zadzwonić na policję i kazać cię aresztować za włamanie”.
Przycisnąłem srebrny dysk do piersi, a w głowie huczało mi w głowie. „Ten dysk dowodzi wszystkiego, Julian. Dowodzi, że Victoria ukradła spuściznę mojego ojca. Dowodzi defraudacji”.
„To niczego nie dowodzi, jeśli zostanie wymazane” – odparł Julian, robiąc krok naprzód. „Oddaj mi to, a poproszę matkę, żeby wycofała pozew o zniesławienie przeciwko tobie. Możesz wyjść z tego z ładną, cichą ugodą. Nie będziesz musiał pracować ani jednego dnia w życiu. Możemy po prostu… wymazać to wszystko”.
„Tak jak wymazałeś mojego ojca?” – warknąłem.
Twarz Juliana stwardniała. Rzucił się na mnie.
Zanim jednak zdążył chwycić dysk, z korytarza dobiegł ostry, przerażony głos.
„Julian, nie!”
Oboje się odwróciliśmy. Vanessa stała tam, z rozmazanym makijażem, ściskając grubą teczkę papierów. Wyglądała na przerażoną.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






