Następnego wieczoru płucząc jej kubek z wodą, w drzwiach pojawiła się pielęgniarka Jenny.
„Lindo, możesz wyjść na chwilę na korytarz?” Poczułam ucisk w żołądku, ale kiedy wyszłam na zewnątrz, zamarłam. Korytarz był pełen nastolatków. Chłopcy w wypożyczonych garniturach, dziewczyny w sukienkach, pudełka po pizzy, balony, napoje i mały głośnik wiszący na nadgarstku Daryla.
Megan, jedna z koleżanek Carol z klasy, zrobiła krok naprzód. „Pani Lindo, rozmawiałyśmy z doktor Patel. Powiedziała, że to w porządku. Chcieliśmy zorganizować bal maturalny u Carol”. Zakryłam usta, nie mogąc wydusić z siebie słowa. „Ty to wszystko zrobiłaś?” Daryl skinął głową. „Planowaliśmy to od tygodni”.
Weszły do pokoju Carol, a kiedy zobaczyła je w strojach balowych, wydała z siebie dźwięk, którego nigdy nie zapomnę – trochę śmiechu, trochę szlochu. „Wy…” Megan pomogła jej naciągnąć błyszczący top na szpitalną koszulę. Ktoś włączył muzykę i po raz pierwszy od miesięcy moja córka naprawdę się roześmiała. Dzieciaki jadły zimną pizzę, tańczyły, żartowały i przez chwilę Carol nie była pacjentką. Była po prostu dziewczyną na balu maturalnym.
Wyszłam na korytarz i cicho zapłakałam, nie ze smutku, lecz z wdzięczności. Potem wyszedł Daryl. Miał luźny krawat, ale twarz poważną. „Pani Lindo” – powiedział – „czy możemy porozmawiać?”. Próbowałam go przytulić i podziękować, ale delikatnie się cofnął. „Proszę pani, czy wie pani, dlaczego tak naprawdę tu jesteśmy?”
Mrugnęłam. „Żeby dać Carol bal maturalny?”
Wyciągnął z marynarki grubą białą kopertę. „Nie, proszę pani. Carol dała mi to w zeszłym tygodniu. Kazała mi to pani dziś wieczorem oddać”. Ręce mi się trzęsły, gdy ją otwierałem. W środku były złożone kartki, niektóre zadrukowane, niektóre napisane ręką Carol. Jeden list był dla Daryla, jeden dla Megan i jeden dla mnie.
Najpierw przeczytałam swoje. Słowa sprawiły, że korytarz pode mną zakołysał się. Carol napisała, że jej ostatnie skany nie pokazały tego, co mi powiedziała. Podsłuchała, jak dr Patel omawiał wyniki i dowiedziała się, że leczenie nie działa tak, jak oczekiwaliśmy. Błagała lekarza przez chwilę, zanim mi powiedziała, bo nie mogła znieść widoku, jak się łamię.
„Ona wiedziała?” – wyszeptałem.
Daryl skinął głową, a jego oczy zaszły łzami. „Kazała nam obiecać, że nikomu nie powiemy. Nie chciała, żebyś marnował czas na płacz”.
Zaparło mi dech w piersiach. „To nie jest wczesny bal maturalny, prawda?”
„Nie, proszę pani” – powiedział cicho. „To jedyny.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






