Mała dziewczynka rzuciła się mojemu mężowi na szyję i zawołała „Tato”. On nie zaprzeczył — tylko wyszeptał jej imię

— Widzę.
— Hania miała ferie.
— Spaliście z Agatą razem?
— Nie.
— Pokoje?
— Dwa.
— Dlaczego pojechałeś?
— Hania chciała pierwszy raz wyjechać ze mną na dłużej. Agata nie chciała jej jeszcze puszczać samej.
— I co powiedziałeś mnie?
Zamknął oczy.
— Szkolenie.
Pamiętałam.
Kupiłam mu nawet nową koszulę.
— Spałeś z nią?
— Nie.
— Pytam raz.
— Nie.
Wierzyłam mu.
I to było absurdalne.
Wierzyłam, że przez sześć lat nie zdradzał mnie seksualnie.
Nie wierzyłam już w prawie nic innego.
Po czterech godzinach powiedział:
— Chcę iść z tobą na terapię.
— Nie teraz.
— Dlaczego?
— Bo zanim zaczniemy naprawiać małżeństwo, ja muszę zdecydować, czy chcę je naprawiać.
— Rozumiem.
— Przestań.
— Co?
— Mówić „rozumiem”, kiedy nie masz nic innego.
Zamilkł.
— Dobrze.
— I nie proś Kuby, żeby mnie do czegokolwiek przekonywał.
Jego twarz się zmieniła.
— Nie zamierzałem.
— Już raz zrobiłeś z niego strażnika swojego sekretu.
— Wiem.
— Jeśli teraz zaczniesz robić z niego mediatora, kończymy rozmowę natychmiast.
— Nie zrobię.
— Dobrze.
Wstałam.
— Marta.
— Co?
— Kocham cię.
Tym razem nie odpowiedziałam.
Bo wierzyłam również w to.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





