Podążyłam za jego wzrokiem. Mama stała przy wejściu do ogrodu, ubrana w granatową sukienkę, którą rozpoznałam z jej kolekcji na specjalne okazje. Śmiała się z kobietą w Chanel, prawdopodobnie matką Marcusa. Mój ojciec stał nieopodal, wyglądając na skrępowanego w smokingu.
„Świetnie się sprzątają” – zauważył Raj.
„Mimo wszystko… ale dobrze ubrany.”
„Obrażasz moją rodzinę.”
„Dosłownie przed chwilą zgodziłeś się, że oni są…”
„To nie znaczy, że możesz to powiedzieć.”
Raj uśmiechnął się.
„W porządku.”
Ceremonia musiała się zaczynać, bo ogród pustoszał, a goście zajmowali miejsca. Zobaczyłem moją siostrę Amandę w sukni druhny, ciotkę i wujka, kuzynów, których nie widziałem od lat.
Wszyscy są tu, by świętować triumf Jessiki. Dobrze wyjść za mąż. Zabezpieczyć jej przyszłość. Zrobić wszystko, jak należy.
Wszystko, czego nie zrobiłem.
„Wszystko w porządku?” zapytał Raj.
„Tak” – powiedziałem. „Pomyślałem tylko, o ile łatwiej by było, gdyby po prostu we mnie uwierzyli”.
Raj przez chwilę milczał.
„Nie zasłużyli na to, żeby w ciebie wierzyć. I tak to zrobiłeś. O to właśnie chodzi”.
Może miał rację. Może ich wiara nie miałaby dla mnie żadnego znaczenia, gdybym miał ją od początku.
Ale i tak byłoby miło.
Ceremonia trwała 45 minut. Z baru obserwowaliśmy, jak goście wychodzą z ogrodów, kierując się w stronę wielkiej sali balowej, gdzie miało się odbyć przyjęcie. Dostrzegłem przelotnie Jessicę. Jej suknia od Very Wang była naprawdę piękna, a Marcus wyglądał dokładnie tak, jak na to zasługiwał: był pewnym siebie mężczyzną, który nigdy nie wątpił w swój sukces.
„Idą do sali balowej” – powiedział Raj. „Moglibyśmy zostać tutaj. W bezpiecznej odległości. Albo…”
“Lub?”
„Moglibyśmy przejść obok wejścia do sali balowej, rozprostować nogi i zobaczyć, czy ktoś nas zauważy”.
To był okropny pomysł.
To było drobiazgowe i dziecinne, ale właśnie tego chciałem.
„Rozprostujmy nogi” – powiedziałem.
Wielka sala balowa znajdowała się na końcu długiego korytarza, wyłożonego lustrami i złoconymi dekoracjami. Drzwi były otwarte i mogłem zobaczyć przyjęcie w pełnym rozkwicie: kryształowe żyrandole, stoły z misternymi dekoracjami na stołach, zespół grający coś eleganckiego i drogiego.
Szliśmy powoli, dwóch elegancko ubranych mężczyzn z drinkami w ręku, wyglądających, jakby mieli wszelkie prawo tam być.
„Ethan?”
Odwróciłem się.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






