Zamiast tego zadzwoniłam do mojej najbliższej przyjaciółki Diany, która zarządzała funduszem hedgingowym i była jedną z niewielu osób, które znały całą prawdę o moim bogactwie.
„Wyprosili cię z Nowego Roku” – powiedziała natychmiast. „Słyszę to w twoim głosie”.
„Zadzwoniła mama i powiedziała, że narobię im wstydu przed miliarderem i szefem Marcusa”.
Diana zaśmiała się ostro. „Jackson Reed, facet, którego firmę częściowo posiadasz? Ten miliarder, szef?”
„Dokładnie to samo.”
„Emmy, musisz im powiedzieć. To przeszło z śmiesznego w okrutne”.
„Są dla siebie okrutni” – powiedziałem. „Po prostu im na to pozwalam”.
„Na jak długo? Dopóki nie umrą, nie dowiedzą się, że ich córka jest bogatsza niż wszyscy na tym przyjęciu razem wzięci?”
„Może. Jeszcze nie zdecydowałem.”
Diana westchnęła. „Wiesz, co myślę? Myślę, że czekasz na idealny moment. Moment, w którym prawda uderzy tak mocno, że nie będą mogli jej zaprzeczyć, zminimalizować ani przerobić na coś, co i tak sprawi, że Marcus będzie wyglądał lepiej”.
Nie myliła się.
„Jutro o północy indeks Bloomberga spadnie” – powiedziałem.
„I ty się tym zajmiesz.”
“Prawdopodobnie.”
„Zdecydowanie. W tym roku przekroczyłeś 2 miliardy dolarów. Znajdziesz się na liście. A gdy tylko ta lista zostanie upubliczniona, każdy będzie mógł wpisać twoje nazwisko w Google i zobaczyć dokładnie, jak bardzo jesteś bogaty”.
“Tak.”
„Więc jeśli twoja rodzina akurat będzie na przyjęciu pełnym miliarderów i dyrektorów firm technologicznych, kiedy ta lista zostanie opublikowana, i jeśli ktoś zauważy twoje nazwisko, i jeśli ktoś wspomni o nim twojemu bratu lub rodzicom, prawda wyjdzie na jaw, bez konieczności wypowiadania przez ciebie ani słowa”.
„Jesteś diaboliczny” – powiedziała Diana z podziwem. „Uwielbiam to”.
„Nic nie robię. Po prostu istnieję. Jeśli odkryją prawdę naturalnie, to nie moja odpowiedzialność”.
„Wmawiaj to sobie dalej. Co robisz w Nowy Rok, skoro jesteś zbyt żenująca na rodzinnej imprezie?”
„Pracuję. Mam posiedzenie zarządu w Tokio 2 stycznia. Prawdopodobnie zostanę w domu i będę się przygotowywać.”
„Jesteś miliarderem, który samotnie spędza Sylwestra pracując.”
„Jestem profesorką, która lubi swoje badania” – poprawiłam. „Afera z miliarderką to tylko efekt uboczny”.
Po tym, jak się rozłączyliśmy, siedziałem w biurze, patrząc, jak słońce zachodzi nad Manhattanem. Mój telefon wibrował od wiadomości z końca roku od współpracowników, członków zarządu, inwestorów – ludzi, którzy doskonale wiedzieli, kim jestem i co zbudowałem.
Żaden z nich nie był moją rodziną.
Tej nocy dostałem kolejną wiadomość od Marcusa.
A tak przy okazji, jeśli ktoś z uniwersytetu zapyta, nie wspominaj o imprezie u Reeda. Nie chcę, żeby ludzie wiedzieli, że zadaję się z miliarderami. Brzmi durnie.
Odpowiedziałem: „Twój sekret jest bezpieczny”.
Jego odpowiedź: Jesteś najlepsza. Dlatego jesteś moją ulubioną siostrą.
Byłam jego jedyną siostrą.
Sylwester nadszedł chłodny i pogodny. Ranek spędziłem na rozmowach telefonicznych z moimi biurami w Londynie i Frankfurcie, omawiając wyniki za IV kwartał w moich europejskich spółkach. Popołudnie poświęciłem na omówienie materiałów z posiedzenia zarządu w Tokio. Wieczorem przebrałem się w wygodne ubranie, przygotowałem kolację i usiadłem z książką o ładzie korporacyjnym na rynkach wschodzących.
O godzinie 22 mój telefon zaczął wibrować.
Catherine napisała SMS-a: Indeks Bloomberga spadnie za 2 godziny. Siedzisz? Mój kontakt tam podaje, że jesteś na 673. miejscu, a nie na 891. Twoja wartość netto wynosi 2,4 miliarda dolarów.
Wpatrywałem się w tę liczbę. 2,4 miliarda dolarów. Była dokładna. Dokładniejsza, niż się spodziewałem. Właściwie Bloomberg odrobił pracę domową. To była dobra robota z ich strony.
Odpisałam: „Emma, zaraz zostaniesz publicznie wpisana na listę miliarderów. Każdy może to zobaczyć, wpisując twoje nazwisko w Google, nawet twoja rodzina”.
Jestem świadomy.
Są na przyjęciu z Jacksonem Reedem i wszystkimi miliarderami z branży technologicznej w Nowym Jorku.
Ja też zdaję sobie z tego sprawę.
Naprawdę pozwolisz, żeby to się wydarzyło naturalnie?
Nie pozwolę, żeby coś się wydarzyło. Po prostu temu nie zapobiegnę.
O 11:30 zadzwonił mój telefon.
„Diana, czy oglądasz media społecznościowe?” zapytała.
„Nie. A powinnam?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






