Gdzieś w sali balowej goście wiwatowali, zupełnie nieświadomi, że obok regałów z cateringiem otworzyła się prywatna linia uskoku.
Wzięłam torebkę.
„Gratulacje z okazji ślubu” – powiedziałam do Ethana. „Dzień dzisiejszy spędzimy oddzielnie od pracy”.
Natychmiast skinął głową.
“Absolutnie.”
„I decyzja o awansie ulega zmianie”.
Jego twarz się napięła.
Madison wpatrywała się we mnie.
„Karzesz go z mojego powodu?”
„Nie. Wycofuję się z decyzji, ponieważ odkryłem powiązania rodzinne. Komisja ds. wynagrodzeń i przywództwa zarządu przeprowadzi jego przegląd bez mojego głosu ani rekomendacji”.
Z twarzy Ethana zniknęło napięcie.
„To uczciwe.”
Madison wyraźnie się z tym nie zgadzał.
„Nie możesz po prostu odejść. Już wiesz, czy na to zasługuje”.
„Właśnie dlatego muszę się od tego odsunąć”.
Podeszła bliżej.
„Claire, proszę. On na to zapracował.”
„Podobnie jak pozostali kandydaci”.
Jej głos stał się cichszy.
„Możesz nam pomóc.”
I tak to się stało.
Dziesięć minut wcześniej byłem żałosny.
Teraz byłem przydatny.
Mama dotknęła mojego łokcia z delikatnością, której nie okazała, podając mi zimne resztki jedzenia.
„Kochanie, nikt nie chciał cię skrzywdzić. Śluby są stresujące”.
Patrzyłem na jej dłoń, aż ją cofnęła.
„Postawiłeś mnie obok kuchni z resztkami.”
„Zabrakło nam dań na talerzach”.
Kierownik działu cateringu przechodzący obok wnęki nagle się zatrzymał.
„Nie, proszę pani” – powiedziała, najwyraźniej zanim zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos. „Mamy dwanaście dodatkowych dań głównych”.
Cisza.
Twarz mamy stwardniała.
Kierownik szybko przeprosił i pospiesznie odszedł.
Ethan spojrzał na mamę i Madison.
„Mówiłeś mi, że Claire poprosiła o możliwość zjedzenia posiłku w cztery oczy.”
Oczy Madison rozszerzyły się.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






