REKLAMA

„Marnuje życie, malując rzeczy, których nikt nie chce” – powiedziała moja siostra bogatym znajomym przy kolacji. „Nie stać jej nawet na czynsz” – dodała mama. Jadłam w tej samej granatowej sukience, z której kpili od lat – aż narzeczony mojej siostry otworzył w Forbesie artykuł o najlepiej sprzedającym się anonimowym artyście na świecie, wpatrywał się w obrazy na iPadzie i cicho zapytał, dlaczego każdy z nich wygląda dokładnie tak samo jak mój.

REKLAMA
„Marnuje życie, malując rzeczy, których nikt nie chce” – powiedziała moja siostra bogatym znajomym przy kolacji. „Nie stać jej nawet na czynsz” – dodała mama. Jadłam w tej samej granatowej sukience, z której kpili od lat – aż narzeczony mojej siostry otworzył w Forbesie artykuł o najlepiej sprzedającym się anonimowym artyście na świecie, wpatrywał się w obrazy na iPadzie i cicho zapytał, dlaczego każdy z nich wygląda dokładnie tak samo jak mój.
REKLAMA

„Za pieniądze, które zarobiłem na sprzedaży obrazów. Tak zazwyczaj działają zakupy”.

Devon patrzył na mnie tak, jakby nigdy wcześniej mnie nie widział.

„Sprzedałeś dzieła sztuki warte ponad 300 milionów dolarów tylko w zeszłym roku. Czemu nigdy o tym nie wspomniałeś?”

„Uwierzyłabyś mi?” – zapytałam. „Dwa miesiące temu, na urodzinach Rachel, próbowałam powiedzieć mamie o przejęciu Guggenheima. Przerwała mi i zaczęła mówić o tym, że muszę znaleźć męża ze stabilnym dochodem”.

Twarz mamy z bladej stała się zarumieniona.

„Ja… nie wiedziałem, że mówisz poważnie.”

„Zawsze poważnie podchodzę do swojej pracy” – powiedziałem. „Ale dawno temu wszyscy uznaliście, że moja praca nie jest poważna, więc nic, co o niej powiedziałem, nie miało znaczenia”.

Marcus przeglądał artykuł za artykułem, a z każdym kolejnym jego wyraz twarzy stawał się coraz bardziej oszołomiony.

„O twórczości Meridian krążą dziesiątki artykułów. Wywiady z kolekcjonerami, analizy krytyków, zapowiedzi wystaw muzealnych. Emmo, jesteś sławna w pewnych kręgach”.

„W pewnych kręgach?” – powtórzył Devon. „Jesteś w pierwszej pięćdziesiątce najbogatszych żyjących artystów według Forbesa. Jesteś wyżej od ludzi, którzy pracują od 40 lat”.

„Pracuję od 12 lat” – poprawiłam. „Odkąd skończyłam studia”.

Głos Rachel był cichy i łamiący się.

„Ale nosiłaś tę samą sukienkę trzy razy.”

„Mam 12 sukienek” – powiedziałam. „Noszę je na zmianę. Ta jest wygodna do siedzenia. Granatowa dobrze maskuje plamy z farby”.

„Plamy farby” – powtórzyła mama otępiałym głosem.

„Z pracy, która, jak ustaliliśmy, jest faktycznie pracą”.

Kelnerzy wrócili, żeby zabrać talerze z deserem. Jedna z nich, młoda kobieta, zatrzymała się, widząc ekran iPada Devona.

„O mój Boże, chodzi o Meridian? Uwielbiam ich prace. Śledzę ich od lat. Lista oczekujących na zakup dzieła trwa jakieś trzy lata”.

„Pięć lat” – poprawiłem delikatnie. „Zwiększyłem je w zeszłym miesiącu”.

Kelnerka spojrzała na mnie, potem na iPada, a potem znowu na mnie. Jej oczy rozszerzyły się.

„O mój Boże. O mój Boże. Jesteś Meridian.”

„To jeszcze nie jest informacja publiczna” – powiedziałem cicho.

„Nikomu nie powiem. Obiecuję.”

Aż wibrowała z podniecenia.

„Twoja seria Fragment zmieniła moje życie. Dzięki Twojej twórczości zbieram pieniądze na zajęcia artystyczne. Sposób, w jaki łączysz tradycyjne techniki ze współczesnymi materiałami… to rewolucja”.

„Dziękuję” – powiedziałem. „To wiele dla mnie znaczy”.

Pospiesznie odeszła, oglądając się dwa razy, wyraźnie zdesperowana, by do kogoś napisać, ale powstrzymywała się.

„Rewolucyjne” – powiedział Marcus beznamiętnie. „Twoja praca jest rewolucyjna”.

„Niektórzy krytycy tak twierdzą” – poprawił Devon, czytając z iPada. „New York Times pisze tutaj: »Praca Meridian reprezentuje największą ewolucję w sztuce współczesnej od czasów ekspresjonizmu abstrakcyjnego – rewolucyjny głos nowego pokolenia«”.

Rachel miała teraz łzy w oczach, ale nie były to łzy smutku. Były to łzy kogoś, czyj światopogląd właśnie legł w gruzach.

„Pozwalasz nam” – wyszeptała. „Siedziałeś tam i pozwoliłeś, żebyśmy nazywali cię porażką”.

„Nazwałeś mnie porażką” – powiedziałem spokojnie. „Nigdy się z tobą nie zgadzałem”.

„Ale nas nie poprawiłeś.”

„Posłuchałbyś? A może założyłbyś, że mam urojenia, kłamię albo przesadzam?”

Cisza była wystarczającą odpowiedzią.

Mamie trzęsły się ręce, gdy sięgnęła po kieliszek z winem, opróżniła go i natychmiast napełniła ponownie.

„Emma, ​​kochanie, myślę, że zaszło straszne nieporozumienie”.

„Nie ma nieporozumienia” – powiedziałem. „Zrozumiałeś doskonale. Zrozumiałeś, że maluję, że żyję prosto, że przedkładam pracę nad materialne przejawy bogactwa. Po prostu wyciągnąłeś błędne wnioski co do tego, co to oznacza”.

Marcus wciąż rozmawiał przez telefon, a jego twarz zrobiła się szara.

„Emma, ​​muszę cię o coś zapytać. Masz jakieś inwestycje? Portfel akcji? Coś w tym stylu?”

“Dlaczego?”

„Bo właśnie sobie przypomniałem. Sześć lat temu pytałeś mnie o inwestowanie. Powiedziałeś, że masz trochę zaoszczędzonych pieniędzy i chcesz porady. Powiedziałem ci, żebyś wpłacił je do podstawowego funduszu indeksowego, bo prawdopodobnie nie miałeś wystarczająco dużo, żeby realne inwestycje były opłacalne”.

„Pamiętam.”

„Ile pieniędzy zaoszczędziłeś w tym momencie?”

„Około 20 milionów dolarów”.

Marcus upuścił telefon.

Papier upadł na stół ekranem do góry, a w środku znajdował się artykuł z magazynu Forbes zatytułowany Meridian, anonimowy miliarder-artysta, który na zawsze zmienił sztukę współczesną.

„Dwadzieścia milionów” – powtórzył. „I mówiłem ci, żebyś zainwestował w fundusz indeksowy”.

„Tak, rzeczywiście. Około 5 milionów dolarów. Resztę zainwestowałem w nieruchomości i zakup dzieł sztuki. Część przekazałem w formie darowizny. Fundusz indeksowy radził sobie jednak całkiem nieźle”.

Devon czytał szybko.

„Z tego wynika, że ​​oprócz budynku, w którym mieści się studio, posiadasz trzy inne nieruchomości. Magazyn na Brooklynie, przebudowany kościół w Portland i… Emma, ​​czy posiadasz cały blok w centrum Chicago?”

„Tylko stare budynki fabryczne. Sześć budynków. Przekształcam je w niedrogie pracownie dla artystów”.

„Szacunkowa wartość tych nieruchomości wynosi…” Devon zrobił pauzę, kalkulując. „Emma, ​​sama nieruchomość jest warta ponad 200 milionów dolarów”.

„To inwestycja” – powiedziałem po prostu. „Nieruchomości w dzielnicach artystycznych mają tendencję do wzrostu wartości, a ja jednocześnie wspieram środowisko artystyczne”.

Rachel teraz płakała otwarcie.

„Nazwałem cię biednym. Nazwałem cię nieudacznikiem. Powiedziałem, że marnujesz czas.”

„Tak.”

„Emma, ​​bardzo mi przykro. Nie…”

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA