Miała skrzyżowane ramiona. Jej twarz była napięta. Nie uśmiechała się.
„Rachel” – powiedziała. „Chodź ze mną”.
Poszedłem za nią korytarzem, mijając stanowisko pielęgniarek i wózek pełen złożonych koców.
Poczułem suchość w ustach.
„Diane, proszę, powiedz mi, co się stało. Czy Lily jest cała? Czy Aaron coś powiedział?”
„Przekroczył pewną granicę” – powiedziała, nie zwalniając tempa.
„Krew?” powtórzyłem. „Diane, ogolił głowę dla twojej córki. Zrobił to, bo ją kocha”.
Zatrzymała się tak nagle, że prawie na nią wpadłem.
Jej oczy były czerwone, a szczęka zaciśnięta.
„Nie chodzi tylko o golenie” – powiedziała. „Chodzi też o to, co zrobił potem”.
Poczułem, jak mój temperament wzrasta, staje się gorący i porywczy.
„Zadzwoniłeś do mnie, jakby stało się coś strasznego. Jechałam tu z myślą…” – przerwałam, nie mogąc dokończyć. „On prawie nie spał od miesięcy. Przynosi jej jedzenie. Siedzi w poczekalniach i odrabia lekcje na kolanach.”
„Lily jest prywatna” – warknęła Diane, ściszając głos. „Teraz cały oddział onkologiczny gada. Wszyscy wiedzą. Każdy ma swoje zdanie na temat mojej córki”.
„Diane, nastolatek, który stara się pomóc dziewczynie, którą kocha, przetrwać najgorszy okres w jej życiu”.
Odwróciła wzrok i mocno zamrugała.
Obok nas przejechał wózek. Gdzieś w pobliżu zapiszczał pager.
„Nie rozumiesz” – powiedziała Diane, teraz ciszej. „Łatwiej będzie, jeśli to zobaczysz. Próbowałam ci to wytłumaczyć przez telefon, ale zabrzmiało to jak szaleństwo”.
„To wyjaśnij mi to w drodze” – powiedziałem. „Bo znam cię od lat, a teraz cię nie poznaję”.
Jej ramiona opadły.
„Od tygodni, Rachel, obserwuję, jak wchodzi do tego pokoju i ją rozśmiesza. Każe jej jeść. Każe jej usiąść. Stoję na końcu jej łóżka i nie mogę jej nawet nakłonić do picia wody”.
Spojrzałem na nią.
„Diane…”
„On przynosi przekąski, a ona się rozświetla” – wyszeptała. „Przynoszę kocyk, który uwielbiała, gdy miała sześć lat, a ona odwraca twarz do ściany”.
„To nie jest wina Aarona.”
„Wiem” – powiedziała szybko. „Wiem. Ale świadomość tego nie sprawia, że ból jest mniejszy”.
Otarła twarz, niemal zła na siebie za to, że płakała.
„Zazdrościłam siedemnastolatkowi” – przyznała. „Zazdrościłam, bo on potrafi dotrzeć do mojej córki w sposób, w jaki ja nie potrafię. Wiesz, jakie to okropne uczucie? Mieć żal do osoby, która pomaga twojemu dziecku przetrwać?”
Część 3:
Nie wiedziałem co powiedzieć.
Sięgnąłem po jej łokieć. Pozwoliła mi dotknąć się przez sekundę, zanim się odsunęła.
„To nieprawda”, powiedziałem łagodnie.
„Ostatnio taka jestem” – powiedziała. „I nienawidzę tego”.
Zatrzymaliśmy się przed pokojem 412.
Ze środka dobiegł śmiech.
Niegrzeczny śmiech.
Bez wymuszonego śmiechu.
Prawdziwy, zapierający dech w piersiach, pełen zaskoczenia śmiech.
Śmiech Lily.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






