Siedziałem sztywno na krześle, wyprostowany, a mój wzrok szybko przeskakiwał z szerokich pleców Tristana na wschodni filar, gdzie w cieniu kryła się Penelopa.
„Przechodzimy teraz do składania przysięgi” – oznajmił pastor Alden, odsuwając się lekko, by dać parze pierwszeństwo. „Tristan, możesz zaczynać”.
Tristan wziął Biancę za rękę i pewnym głosem odchrząknął.
Upierał się, że sam napisze swoją przysięgę, i tak jak moje skradzione przemówienie na zakończenie szkoły średniej, były one całkowicie i agresywnie skupione na jego własnej wspaniałości.
„Bianco” – zaczął Tristan, a jego głos niósł się donośnie dla trzech różnych ekip filmowych nagrywających z naw – „od pierwszej chwili, gdy cię poznałem, wiedziałem, że jestem przeznaczony do wielkości. Jesteś absolutnie idealnym uzupełnieniem niesamowitego, udanego życia, które zbudowałem własnymi rękami. Obiecuję, że zawsze będę cię utrzymywał, zawsze będę cię chronił i zawsze będę z dumą i honorem nosił ciężki płaszcz przywództwa w naszej rodzinie. Obiecuję, że zawsze będę centrum twojego świata, tak jak ty jesteś pięknym, idealnym uzupełnieniem mojego”.
Fiona pochyliła się nade mną, jej ramię dotknęło mojego i szepnęła mi do ucha.
„Właściwie udało mu się złożyć świętą przysięgę małżeńską wyłącznie o swoim własnym, ogromnym ego. To wręcz matematycznie imponujące”.
„Poczekaj” – wyszeptałam, nie odrywając wzroku od wielopoziomowej marmurowej fontanny znajdującej się tuż za nim.
„A ty, Tristanie, bierzesz Biankę za swoją prawowitą żonę? By ją mieć i trzymać, od dziś na zawsze, na dobre i na złe, w bogactwie i biedzie, w zdrowiu i chorobie, aż do śmierci?” – zapytał uroczyście pastor Alden, trzymając w dłoniach swoją oprawioną w skórę księgę.
„Tak”, powiedział Tristan dumnie i głośno, upewniając się, że wszyscy usłyszeli jego zobowiązanie.
„A ty, Bianco, zabierasz Tristana?”
Przysięga dobiegła końca. Wymieniono ciężkie diamentowe pierścienie.
Tłum zamilkł, całkowicie pochłonięty romantycznym, nieskazitelnym punktem kulminacyjnym wielomilionowej produkcji.
„W takim razie, mocą władzy nadanej mi przez państwo, ogłaszam was mężem i żoną” – zagrzmiał pastor Alden, zamykając księgę. „Możecie pocałować pannę młodą”.
Tristan pochylił się i objął Biancę ramionami, by oddać jej namiętny, dramatyczny i niezwykle wyreżyserowany pocałunek.
Główny fotograf rzucił się naprzód, uklęknął na jedno kolano i pstryknął serię błysków, aby uchwycić idealny, nieskazitelny moment na łamach czasopisma towarzyskiego.
To było wszystko.
Absolutny szczyt jego życia.
Sygnał.
Za wschodnim filarem Penelope wcisnęła klawisz egzekucji na swoim laptopie.
Nie działo się to powoli.
Delikatne, eleganckie, bulgoczące strumienie antycznej marmurowej fontanny nagle ustały na ułamek sekundy, całkowicie wyciszając dziedziniec i tworząc próżnię dźwięku.
Wtedy rozległ się potężny, ogłuszający mechaniczny ryk, który wstrząsnął ziemią pod naszymi stopami.
Trzy przemysłowe dysze zaprojektowane specjalnie do wystrzeliwania wody na wysokość 50 stóp w górę, aby zapewnić wspaniałe, zsynchronizowane świąteczne dekoracje, odpalane jednocześnie przy maksymalnym ciśnieniu.
Ale Penelope nie tylko je podnieciła.
Dokonała ponownej kalibracji zaworowych zaworów ciśnieniowych.
Zamiast strzelać prosto w niebo, potężne strumienie wody z fontanny pod wysokim ciśnieniem, oczyszczonej chemicznie, wystrzeliwały pod precyzyjnym kątem 45 stopni, bezpośrednio nad marmurową misą i całkowicie otaczały ołtarz.
Uderzył w Tristan i Biancę niczym lokalny monsun o dużej prędkości.
Wśród 200 bogatych gości wybuchnął zbiorowy krzyk czystej grozy.
Ogromna siła wody strąciła ogromne, ciężkie kompozycje kwiatowe z kamiennych cokołów, a tysiące białych róż i rozbitych wazonów rozsypało się po mokrej trawie.
Tristan i Bianca byli przemoczeni do suchej nitki.
Niesamowicie droga, misterna jedwabna suknia Bianki natychmiast zamieniła się w ciężką, zniszczoną, błotnistą masę, a ciężar wody ściągnął ją na kolana, na twardy kamień.
Tristan zatoczył się do tyłu, prychnął dziko i bezmyślnie wymachiwał rękami przed twarzą, podczas gdy setki galonów ciężkiej, zimnej wody z fontanny nieubłaganie uderzały go w głowę, ramiona i skradziony smoking.
„Woda! Zakręćcie wodę!” – krzyknęła histerycznie moja matka, wyskakując z pierwszego rzędu, a jej droga srebrna suknia natychmiast została zniszczona przez rozpryskujące się błoto i zanieczyszczenia.
Machała gorączkowo rękami.
Ochroniarze obiektu zaczęli biec w kierunku ołtarza, kompletnie zdezorientowani, krzycząc bezsensowne polecenia do radiotelefonów zawieszonych na ramionach.
Pastor Alden zdołał uchylić się od głównego wybuchu i stał z boku, wyglądając na całkowicie zdezorientowanego, a jego święta księga była przemoczona.
Gejzery buchały przez dokładnie dziesięć sekund, pełnych udręki, zanim automatyczny skrypt Penelope je z gracją wyłączył, przywracając fontannie jej delikatny, szyderczy, elegancki dźwięk, jakby nic się nie stało.
Na dziedzińcu zapadła absolutna, oszałamiająca cisza, przerywana jedynie odgłosem kapiącej wody, histerycznym trzaskiem radioodbiorników i głośnym, łapczywym, histerycznym szlochem Bianki.
Tristan stał w samym środku zrujnowanego ołtarza, kaszląc chlorowaną wodą i energicznie wycierając przemoczone, mocno nażelowane włosy, by nie spłynęły mu po piekących oczach.
„Co to, do cholery, było?” – ryknął Tristan do zbliżającej się obsługi lokalu, z siną twarzą i nabrzmiałymi żyłami na czole. „Zniszczyłeś mi ślub! Spójrz na mój garnitur! Zniszczyłeś mi garnitur szyty na miarę! Pozwę cały ten obiekt do bankructwa!”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





