Adrian zobaczył mnie z ołtarza. Jego uśmiech się wyostrzył.
Celeste stała obok niego w sukni, która kosztowała więcej niż moje pierwsze mieszkanie. Nachyliła się, gdy zajmowałem miejsce w pierwszym rzędzie.
„Taki biedny przegrany jak ty powinien robić notatki” – wyszeptała.
Przyjąłem kieliszek szampana od przechodzącego kelnera.
Wtedy się uśmiechnąłem.
„Nie martw się” – powiedziałem cicho. „Przyniosłem dokumenty”.
Część 2
Katedra lśniła od pieniędzy.
W każdej ławce siedział ktoś, kto kiedyś odrzucił moje telefony. Bankierzy. Partnerzy. Reporterzy. Politycy udający przyjaciół rodziny. Kiwali głowami do Adriana, jakby był z rodziny królewskiej, a patrzyli przeze mnie, jakbym była plamą na marmurowej posadzce.
Adrianowi się to podobało.
Podczas przysięgi małżeńskiej co chwila na mnie zerkał, czekając na łzy. Zawsze lubił być widowny. W naszym małżeństwie jego okrucieństwo było sprawą prywatną, dopóki nie wyszło mu na dobre, by je upublicznić. Nazwał mnie paranoiczką, gdy kwestionowałam brakujące fundusze. Nazwał mnie zgorzkniałą, gdy odkryłam przelewy zagraniczne. Nazwał mnie załamaną, gdy groziłam, że go wydam.
Następnie ukradł moje badania, sabotował moją firmę i wszedł do biura Celeste, trzymając pod pachą model mojego przejęcia.
To był jego pierwszy błąd.
Celeste mu uwierzyła.
Wyglądała promiennie, bezlitośnie i znudzona. Podczas gdy ksiądz mówił o lojalności, uniosła welon na tyle, by uśmiechnąć się do mnie z politowaniem.
„Wiesz” – mruknęła – „Adrian mówił mi, że kiedyś myślałaś, że jesteś genialna”.
Wziąłem kolejny łyk szampana.
„On za dużo mówi.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






