Właśnie gdy myślałem, że nie mam już żadnego rozwiązania, przy stacji benzynowej zatrzymała się starsza pani.
Zauważyła mój niepokój i łagodnie zapytała, czy potrzebuję pomocy.
Zaproponowała, że zawiezie mnie do sąsiedniego miasta, gdzie będę mogła zadzwonić do kogoś i odebrać siebie.
Bez wahania wsiadłem do jego samochodu.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu ktoś okazał współczucie, nie oczekując niczego w zamian.
Podczas podróży uświadomiłem sobie jedno: nie chcę już nigdy wracać do kogoś, kto jest w stanie mnie upokorzyć dla kilku wyświetleń.
Dzięki pomocy tej kobiety odnalazłam swoje dokumenty, skontaktowałam się z krewnymi i podjęłam ostateczną decyzję.
Miałam zamiar zerwać wszelkie kontakty z mężem.
Tym razem to ja wybierałem swoje życie.







