Obok niego siedziała kobieta, która wyglądała, jakby od dziesięcioleci żyła na świeżym powietrzu.
Jej włosy były strasznie splątane.
Jej skórę pokrywały warstwy brudu.
Miała na sobie stary, zniszczony płaszcz, który tak mocno śmierdział, że instynktownie cofnąłem się i zasłoniłem nos.
„Co ona robi w naszym domu?” – zapytałem.
Kobieta natychmiast spuściła wzrok.
Alejandro zachował frustrujący spokój.
„Jej imię to Lucy.”
Zmarszczyłem brwi.
„To naprawdę jej imię, czy sam zdecydowałeś się ją tak nazywać?”
„Ona nie pamięta swojego prawdziwego imienia, Mariana.”
Na początku myślałem, że żartuje.
Wtedy kobieta przemówiła.
Jej głos był szorstki, lecz jednocześnie krył w sobie coś zaskakująco delikatnego i wykształconego.
Wyjaśniła, że przez około dwadzieścia lat przemieszczała się między parkami, dworcami kolejowymi, schroniskami i opuszczonymi budynkami.
Jej najstarsze wyraźne wspomnienie wiąże się z przebudzeniem się około dwudziestu lat wcześniej wśród gruzów budowlanych.
Nie pamiętała niczego sprzed tego momentu.
Brak nazwiska.
Brak rodziny.
Brak adresu.
Nic.
Alejandro poznał ją, gdy rozdawał jedzenie w jadłodajni dla ubogich.
„Pomogę jej ustalić, kim jest” – oznajmił. „Znajdziemy dokumenty tożsamości i w końcu znajdziemy dla niej bezpieczne miejsce do życia. Do tego czasu może korzystać z naszego apartamentu gościnnego”.
„Nasz dom?” – warknąłem.
Lucy natychmiast ruszyła w stronę drzwi.
„Nie chcę sprawiać problemów. Mogę odejść.”
Alejandro delikatnie ją zatrzymał.
„Nie. Zostajesz.”
Potem spojrzał prosto na mnie.
„Napełniłam dużą wannę na górze. Mariana, zanieś ją na górę i pomóż jej się umyć.”
Spojrzałam na niego.
“Ja?”
“Tak.”
„Zatrudniamy całą służbę domową!”
„Właśnie dlatego cię o to pytam.”
Jego wyraz twarzy stwardniał.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






