„Jasne, dziękuję” – powiedział.
Chwyciłem wysoką szklankę z szafki, ale moje ręce trzęsły się tak bardzo, że szklanka brzęknęła o granitowy blat.
Ścisnęłam obiema rękami dzbanek z wodą, próbując rozpaczliwie utrzymać równowagę, ale kilka kropel wylało się przez krawędź.
Odwróciłam się, żeby podać mu napój, wciąż wpatrując się w podłogę.
Declan wyciągnął rękę, żeby odebrać mi szklankę.
Jego nagły ruch przykuł moje pole widzenia.
Bez zastanowienia przejął kontrolę czysty instynkt przetrwania.
Wzdrygnęłam się, zgarbiłam ramiona i szarpnęłam ręce do tyłu, przygotowując się na fizyczny atak.
Szkło wypadło mi z ręki i rozbiło się na kawałki o drewnianą podłogę.
W kuchni panowała martwa cisza.
Declan stał zupełnie sparaliżowany.
Radosny, braterski uśmiech zniknął z jego twarzy, zastąpiony wyrazem czystego zdziwienia.
Znał tę konkretną reakcję. Widział ją u przerażonych ofiar podczas śledztw federalnych.
„Fiona” – powiedział.
Jego głos nie był już swobodny. Był niski, ostrożny i niesamowicie spokojny.
„Spójrz na mnie.”
Pochyliłam głowę i wpatrywałam się w potłuczone szkło, a w moich oczach pojawiły się łzy.
Podszedł bliżej, robiąc to celowo, żeby mnie znowu nie wystraszyć. Wyciągnął rękę i delikatnie objął mój prawy nadgarstek.
Z przyzwyczajenia próbowałam się wyrwać, ale jego uścisk, choć delikatny, był nieugięty.
Gdy podniósł moje ramię, rękaw mojego szarego kardiganu zsunął się do łokcia.
Ostre światło w kuchni obnażyło brutalną prawdę.
Moje przedramię pokrywały ciemnofioletowe i bladożółte siniaki, a na skórze wyraźnie widniały wyraźne odciski palców.
Declanowi zaparło dech w piersiach.
Delikatnie uniósł mój podbródek, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Jego wyćwiczone spojrzenie natychmiast dostrzegło nierówną warstwę korektora na moim policzku i świeży obrzęk pod nim.
Przez chwilę był po prostu moim młodszym bratem.
Zacisnął mocno szczękę, a w jego oczach pojawiła się rozdzierająca serce mieszanka głębokiego smutku i wybuchowej wściekłości.
Mocno mnie objął.
Zapora emocjonalna pękła.
Opadłam na jego pierś i szlochałam niekontrolowanie. Lata tłumionego strachu wylały się z moich ust w postaci urywanych westchnień.
Powiedziałem mu wszystko.
Opowiedziałam mu o porannej przemocy, ale przede wszystkim płakałam z powodu zbliżającego się zagrożenia.
Powiedziałem mu, że Jerry zamierza dziś wieczorem wywieźć Mabel ze stanu i że już nigdy jej nie zobaczę.
Declan po prostu mnie przytulił, pozwalając mi płakać, aż w końcu łzy wyschły. Poklepał mnie po plecach, szepcząc, że teraz, kiedy on tu jest, jestem bezpieczna.
Gdy w końcu odsunęłam się, żeby otrzeć twarz, atmosfera w pokoju gwałtownie się zmieniła.
Declan wyprostował się. Jego postawa zesztywniała, ramiona wyprostowały się, a surowe emocje zniknęły z jego twarzy.
Jego oczy stały się lodowato zimne, przenikliwe i bardzo wyrachowane.
Zrozpaczony brat odszedł.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






