Na górze otworzyły się drzwi.
Zakończyłem rozmowę.
Dwie minuty później Julian wszedł do biblioteki.
Zamarł, gdy mnie zobaczył.
„Audrey?”
Włączyłem lampę.
Przebrałam się w piżamę i nalałam sobie kieliszek wina.
Idealna żona czekająca na swojego podróżującego męża.
„Co tu robisz?” zapytał.
Mrugnęłam.
„W moim domu?”
„Mam na myśli…” Szybko się otrząsnął. „Twój lot.”
“Odwołany.”
Jego twarz prawie się nie zmieniła.
Ledwie.
“Oh.”
„Wróciłem do domu.”
“Gdy?”
„Kilka godzin temu”.
Mięsień w jego szczęce poruszył się.
„Powinieneś mi powiedzieć.”
“Dlaczego?”
„Zadzwoniłbym.”
„Z Londynu?”
Cisza trwała o pół sekundy za długo.
Potem się uśmiechnął.
Ten sam piękny, wyćwiczony uśmiech, który oszukał inwestorów, członków zarządu i dziennikarzy.
I ja.
„Cóż” – powiedział – „to jest żenujące”.
„Co to jest?”
Podszedł do mnie.
„Moje kłamstwo.”
Poczułem, jak każdy mięsień w moim ciele się napina.
Usiadł naprzeciwko mnie.
„Nie jestem w Londynie”.
Zmusiłem się do zaskoczonego śmiechu.
“Wyraźnie.”
„Wystąpił problem z negocjacjami w sprawie przejęcia”.
“Nabytek?”
„Mała firma produkująca części zamienne, którą rozważamy kupić”.
Wyciągnął do mnie rękę.
Pozwoliłem mu wziąć.
Musiałem spotkać się z ich przedstawicielami po cichu. Gdyby zarząd dowiedział się o tym przed sfinalizowaniem warunków, wtrąciliby się.
„Więc zostałeś w Bostonie?”
“Tak.”
„Po co kłamać?”
„Bo się martwisz.”
Prawie go podziwiałem.
Prawie.
„I myślisz, że powiedzenie mi, że jesteś na innym kontynencie, sprawi, że będę się mniej martwić?”
Jego uśmiech stał się łagodniejszy.
„Wiesz, jaki jestem.”
Tak, zrobiłem.
Wreszcie.
Lepiej niż kiedykolwiek.
Pocałował mnie w kostki palców.
“Przepraszam.”
Spojrzałem mu w oczy.
Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy on dostrzega prawdę w moich słowach.
Być może gdzieś za tą wypolerowaną pewnością siebie Julian zdawał sobie sprawę, że kobieta przed nim nie jest już jego żoną.
Zajmowała się zbieraniem dowodów.
Była prawdopodobną przyczyną.
Była świadkiem, który przestał kochać oskarżonego.
Potem znów się uśmiechnął.
„Chodź na górę.”
„Jestem zmęczony.”
„Ja też.”
„Chcę dokończyć wino.”
Studiował mnie.
Po czym skinął głową.
„Nie siedź zbyt długo.”
Pocałował mnie w czoło.
Kiedy wyszedł, pozostałem nieruchomy.
Dopiero gdy jego kroki ucichły na górze, zdałem sobie sprawę, że moja ręka się trzęsie.
Nie z żalu.
Ze złości.
O czwartej trzydzieści następnego ranka Julian wyszedł z domu.
O czwartej trzydzieści siedem wyszedłem przez garaż.
Victoria czekała w szarym SUV-ie, jedną przecznicę dalej.
Miała na sobie czarne spodnie, płaszcz w kolorze wielbłądziej zieleni i wyraz twarzy, który zwykle przybierała, gdy prawnicy kłamali w jej sali sądowej.
Podała mi kawę.
„Wyglądasz okropnie.”
“Dziękuję.”
“Nie ma za co.”
Wsiadłem.
„Dokąd idziemy?”
„Cambridge.”
“Dlaczego?”
„Wczoraj certyfikat cyfrowy Henry’ego Bella został uwierzytelniony w centrum identyfikacji biometrycznej”.
Spojrzałem na nią.
“Wczoraj?”
“Tak.”
„Ktoś odnowił tożsamość mojego zmarłego ojca wczoraj?”
„Nie ktoś.”
Wiktoria zaczęła prowadzić.
„Ktoś, kto przeszedł pozytywnie skan twarzy”.
Moja kawa zatrzymała się w połowie drogi do ust.
“Co?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






