Zaśmiał się lekko.
„No, nie rób tego.”
„Co zrobić?”
„Załaduj to.”
Wtedy prawie się roześmiałem.
Załadowany.
Wniósł do pokoju broń i zaczął narzekać, gdy zauważyłem jej ciężar.
„Nie robię niczego naładowanego” – powiedziałem. „Po prostu pytam”.
Podszedł bliżej.
„Maya, dzisiejszy wieczór jest dla mnie ważny. Muszę, żeby poszło dobrze”.
I znowu to samo.
Potrzebuję.
My nie.
Nie my.
Nie, wszystko w porządku?
Skinąłem głową.
„Tak będzie.”
Wydechnął.
“Dobry.”
Potem chwycił moją dłoń, ścisnął ją szybko, jak człowiek zamykający umowę, i wrócił na imprezę.
Zostałem w sypialni jeszcze przez trzy sekundy.
Potem poszedłem za nim.
Około szóstej trzydzieści znalazłem Dereka i Nicole na balkonie.
Słońce zaszło już na tyle nisko, że szklane budynki nabrały złotego koloru. W powietrzu unosił się zapach ciepłego betonu, białego wina i bazylii z małej doniczki, którą kupiłam, bo Derek mawiał, że zioła dodają wnętrzu uroku.
Nicole śmiała się z czegoś na telefonie Dereka.
Ich głowy były blisko siebie.
Zbyt blisko.
Nie skandaliczne.
Gorzej.
Wygodny.
Derek wyglądał na zrelaksowanego w sposób, jakiego nie widziałem od miesięcy. Miał opuszczone ramiona. Twarz miał otwartą. Pokazywał jej coś na ekranie, jego kciuk wisiał w powietrzu, a głos był niski i ożywiony.
Przez chwilę po prostu patrzyłem.
I w tym momencie zrozumiałem coś, co ułatwiło mi resztę.
Nie wychodziłem, bo przyszła Nicole.
Wychodziłem, bo Derek chciał, żebym został i obejrzał to, co on wybierze.
Wyszedłem na balkon niosąc świeżą butelkę wina.
„Dolewki?” – zapytałem radośnie.
Oboje się wyprostowali.
Na ich twarzach pojawił się grymas winy, szybki i jasny niczym płomień zapałki.
Wtedy Derek się uśmiechnął.
„Dzięki, kochanie.”
Dziecko.
Wiedział, że nienawidzę tego słowa.
Używał tego, gdy chciał mi przypomnieć, kto ma prawo decydować o tonie.
Najpierw nalałem Nicole do szklanki.
A potem Dereka.
A potem moja własna.
W środku rozmowy toczyły się dalej, choć teraz ciszej. Ludzie w pobliżu balkonu znów zaczęli to zauważać. Jenna stała w drzwiach. Marcus był za nią. Avy nie było, ale obietnica jej pokoju gościnnego była jak dłoń na moich plecach.
Podniosłem szklankę.
„Chcę wznieść toast” – oznajmiłem.
Mój głos rozniósł się po salonie.
Hałas imprezy ucichł.
Oczy Dereka lekko się zwęziły.
„To nie było w harmonogramie” – powiedział, próbując nadać temu żartobliwy ton.
„Nie” – powiedziałem. „Nie było”.
Ludzie ruszyli w stronę balkonu.
Ktoś ściszył muzykę.
Uśmiech Nicole nie znikał, ale jej palce zacisnęły się mocniej na kieliszku.
Derek zaśmiał się krótko.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





