Zadzwoniłem do serwisu hydraulicznego w firmie zarządzającej:
— Dzień dobry. Pilnie potrzebuję wymienić dolny cylinder zamka i zamontować płytę pancerną. Tak, natychmiast. Czy jest dostępny mechanik? Poczekam.
Odłożyłem telefon na stół, podniosłem żeliwnego misia, przetarłem jego zakurzony pysk suchą serwetką i odłożyłem go na pierwotne miejsce – w narożniku biurka, tuż nad kwartalnym raportem finansowym firmy budowlanej. Papiery leżały płasko, krawędź przy krawędzi.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się, gdy fachowiec zaczął wcinać nowy stalowy zamek. Usiadłem na krześle, założyłem okulary i przerzuciłem stronę wyceny na następną stronę.
Czy powinnam przewidzieć taki obrót spraw, kiedy po raz pierwszy pozwoliłam mu bez pytania grzebać w moim portfelu?





