Spojrzałem na samolot, zawieszony w powietrzu i milczący.
„Zrozumienie jest mniej przydatne przed kryzysem, jeśli nadejdzie on dopiero później. Wyrób w sobie lepsze nawyki”.
Przyjął to z zasłużonym dyskomfortem.
Kiedy wyszłam na scenę, nikt nie przedstawił mnie jako niczyjej żony.
Nikt nie żartował na temat drukarek.
Zanim przemówiłem, wszyscy w pokoju stanęli.
Pozwoliłem im postać przez trzy sekundy, nie dłużej niż było to konieczne.
Potem podniosłem rękę.
„Usiądź” – powiedziałem. „Mamy robotę do zrobienia”.
I tak zrobili.
KONIEC






