Skierowała się prosto w stronę regałów.
Aaron poszedł z nami, udając, że się nudzi.
Mary przymierzyła trzy sukienki, zanim znalazła tę czerwoną.
Uśmiechnęła się w chwili, gdy wyszła z przymierzalni.
Nie ten zmęczony uśmiech, którym obdarowywała lekarzy i zmartwionych krewnych.
Jej prawdziwy uśmiech.
Obróciła się przed lustrem.
“Ten.”
Aaron się roześmiał.
„Wyglądasz jak alarm przeciwpożarowy.”
Mary rzuciła mu metką z ceną.
„Nie masz gustu.”
Kupiliśmy sukienkę.
W drodze powrotnej do szpitala Mary poprosiła mnie, żebym zatrzymał się przy małym ogrodzie przy wejściu.
Wzdłuż ścieżki rosły żółte stokrotki.
Pochyliła się i wybrała jedną.
Powiedziałem jej, że prawdopodobnie nie powinna tego robić.
Uśmiechnęła się.
„Aresztujcie mnie.”
Później, leżąc już w szpitalnym łóżku, wsunęła kwiat do książki.
Zupełnie o tym zapomniałem.
Aż do teraz.
Aaron trzymał ten sam kwiat w dłoni.
Moje ręce zaczęły drżeć.
„Skąd to masz?”
Spojrzał w dół.
„Dała mi to Mary.”
Spojrzałam na niego.
“Co?”
Matki siedzące obok mnie przestały chichotać.
Podobnie jak studenci znajdujący się w pobliżu.
Aaron ostrożnie rozłożył kolejny kawałek papieru chusteczkowego.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






