Rozmawialiśmy.
Płakaliśmy.
Wspieraliśmy się, gdy sytuacja stawała się nie do zniesienia.
Kiedy nadeszła zima, w naszym domu zapanowała inna cisza.
Nie ta tajemnicza, ciężka cisza jak wcześniej.
Coś spokojnego.
Był wtorek po południu w grudniu, gdy zadzwonił onkolog Sary.
Sarah siedziała na sofie w salonie, owinięta grubym wełnianym kocem, podczas gdy Maya czytała obok niej.
Stałam przy oknie z telefonem przy uchu, a serce waliło mi w piersiach.
„David?” – usłyszał głos lekarza z głośnika. „Mam wyniki ostatniego badania PET Sarah”.
Zacisnąłem mocniej dłoń na telefonie.
„Proszę bardzo, Doktorze.”
„Badanie celowane zakończyło się pełnym sukcesem” – powiedziała lekkim i pełnym ciepła tonem. „Guz całkowicie się zmniejszył. Nie ma dowodów na aktywną chorobę. Sarah oficjalnie jest w pełnej remisji”.
Pochyliłam głowę, a łzy spływały mi po twarzy.
Przez kilka sekund nie mogłem mówić.
Następnie przeszedłem przez pokój, uklęknąłem przed Sarą i oparłem czoło o jej kolana.
„David?” zapytała Sarah, a jej dłoń od razu powędrowała do moich włosów. „Co powiedziała?”
Spojrzałem na nią przez łzy.
„Już po wszystkim” – wykrztusiłam, patrząc na nią z uśmiechem pełnym łez. „Już po wszystkim, Sarah. Jesteś w remisji”.
Sarah sapnęła.
Podniosła ręce do ust, a jej oczy napełniły się łzami.
Maya upuściła książkę i rzuciła się na nas oboje, piszcząc z radości. Prawdopodobnie nie rozumiała dokładnie, co oznacza remisja.
Wiedziała tylko, że przerażające dni w końcu się kończą.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






