Gia’s.
Dana szepnęła: „Powinienem był to oddać. Nie wiedziałem”.
Nie mogłem odpowiedzieć.
Wtedy zauważyłem niewyraźne pismo pod tymi słowami.
Prawie starte.
Trzymałem zdjęcie w stronę słońca.
Randka.
3 sierpnia 2009 r.
Ponad rok po zniknięciu Gii.
Moja córka przeżyła jeszcze co najmniej rok.
Uświadomienie sobie tego faktu otworzyło coś we mnie.
Nie do końca ulga.
Ani smutku.
Coś pomiędzy.
Spojrzałem na werandę na zdjęciu.
Biała poręcz.
Niebieskie drzwi.
Wisząca paproć.
Wtedy zauważyłem krawędź czyjejś dłoni spoczywającą na ramieniu Gii.
Bez twarzy.
Tylko ręka.
„Czy wiesz, gdzie to zostało zrobione?”
Dana pokręciła głową.
“NIE.”
Następnie zdjęła torbę i położyła ją obok mnie.
„Powinieneś to mieć.”
Przesunąłem palcami po zakrzywionej rączce.
„Nie mogę.”
„To należało do niej.”
Spojrzałem na Danę.
„Nie. To było jej.”
Przez szesnaście lat zamroziłam Gię, gdy miała siedemnaście lat.
Zachowałem jej szczoteczkę do zębów.
Odnowiła swoją kartę biblioteczną.
Powtórzono ten sam opis wyglądu zewnętrznego.
Zachowałem dziewczynę, która zaginęła, bo była to jedyna wersja, jaką znałem.
Jednak zdjęcie to ujawniło coś przerażającego i cudownego.
Moje ostatnie słowa nie były ostatnim rozdziałem jej życia.
Dana i ja wymieniliśmy się numerami telefonów.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






