Delikatnie przesunęła ciało, zasłaniając Julianowi widok w lusterku po stronie pasażera.
Dotarłem do samochodu.
Miałem zaledwie kilka sekund.
Podniosłem podnośnik do kół, który zabrałem z ciężarówki, i uderzyłem nim w tylną szybę pasażera.
TRZASK!
Szkło rozprysło się po całym wnętrzu.
Julian odwrócił się gwałtownie.
To wystarczyło policji.
Detektyw Vance i dwóch funkcjonariuszy ruszyli od strony kierowcy. Chwycili Juliana za rękę, w której trzymał broń, zanim zdążył strzelić.
Szarpnąłem za drzwi pasażera.
Nadgarstek Eleny wciąż był związany.
Przeciąłem opaskę i wyciągnąłem ją z samochodu.
— Robert!
Wtuliła się we mnie.
Przytuliłem ją mocno.
— Zamknął ją — szlochała. — Gdzie Maya? Czy z nią wszystko w porządku?
— Jest bezpieczna.
Głos mi się załamał.
— Jest w szpitalu. Znalazłem ją. Złamałem zamek w klatce.
Kolana ugięły się pod Eleną.
Zapłakała na mojej piersi.
— Ona żyje?
— Jest bezpieczna.
Po raz pierwszy od kilku dni Elena pozwoliła sobie odetchnąć.
Dwa tygodnie później podwórko mojego domu wyglądało zupełnie inaczej.
Popołudniowe słońce ogrzewało trawę.
Maya siedziała pod dębem i malowała akwarelowe pejzaże.
Jej włosy były uczesane. Policzki odzyskały kolor.
A co najważniejsze — znowu się śmiała.
Julian przebywał w areszcie hrabstwa i czekał na proces. Postawiono mu zarzuty obejmujące porwanie, znęcanie się nad dzieckiem, usiłowanie zabójstwa oraz wielką kradzież.
Dowody przeciwko niemu były przytłaczające.
Klatka.
Obrażenia.
Dokumentacja finansowa.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






