No cóż, czyż to nie miłe? Amber też ma niezłą głowę do interesów. Wiesz, prawie skończyła marketing, zanim zdecydowała się na komunikację.
Zmieniłam kierunek, bo marketing wydawał mi się zbyt ograniczający, dodała szybko Amber. Chciałam czegoś szerszego. Nie wspomniała, że przed zmianą kierunku studiów dwukrotnie oblała kurs wprowadzający do marketingu.
Pomimo tych niedogodności, weekendowa wizyta zakończyła się pozytywnie. Jason i ja wróciliśmy do Cambridge, a on wydawał się być pod wrażeniem mojej rodziny. „Twoja mama naprawdę się postarała z tą kolacją” – powiedział.
„A twoja siostra jest naprawdę energiczna”. Zaśmiałam się nerwowo. „To jeden ze sposobów, żeby to ująć. Twój tata też wydaje się świetny, choć cichszy, niż się spodziewałam, sądząc po twoich opowieściach”.
Jest inaczej, kiedy jest moja mama – wyjaśniłam. Bardziej stonowana. Jason skinął głową z namysłem, ale nie skomentował dalej.
W ciągu następnych kilku tygodni nasza relacja jeszcze bardziej się pogłębiła. Pewnej nocy, gdy leżeliśmy i patrzyliśmy w gwiazdy z dachu jego apartamentowca, Jason po raz pierwszy poruszył kwestię naszej przyszłości. Czy zastanawiałeś się kiedyś, co będzie po ukończeniu studiów?
Zapytał, splatając palce z moimi. Chyba szukam pracy, odpowiedziałem. Miałem już kilka rozmów kwalifikacyjnych.
A co, gdyby? Zawahał się. A co, gdybyś zamiast mnie przyszedł do pracy?
Moglibyśmy razem rozwinąć biznes. Twoje umiejętności idealnie uzupełniają moje. Serce mi zabiło mocniej.
Mówisz poważnie? Całkowicie. I być może.
Ścisnął moją dłoń. Może moglibyśmy razem poszukać mieszkania, jeśli chcesz. Po raz pierwszy pozwoliłam sobie wyobrazić sobie przyszłość, w której będę naprawdę szczęśliwa.
Życie zbudowane z kimś, kto cenił mnie dokładnie taką, jaka byłam. Odwróciłam się, żeby go pocałować, przepełniona emocjami. „Wezmę to za tak” – wyszeptał mi do ust.
Nie wiedziałam, że podczas gdy marzyłam o naszej wspólnej przyszłości, siły już działały, by zapobiec jej realizacji. Mój ostatni semestr na MIT powinien być ekscytujący. Miałam doskonałe perspektywy zawodowe, projekt dyplomowy, który przyciągał uwagę profesjonalistów z branży, i związek, który dawał mi emocjonalne wsparcie, o którym zawsze marzyłam.
Zamiast tego nadszedł okres, w którym wszystko się rozpadło. Zmiany były początkowo subtelne. Jason zaczął odpowiadać na SMS-y coraz wolniej.
Nasze codzienne rozmowy telefoniczne przerodziły się w rozmowy co drugi dzień, a potem dwa razy w tygodniu. Trzy tygodnie z rzędu odwoływał nasze piątkowe randki, powołując się na spotkania z potencjalnymi inwestorami, które w tajemniczy sposób zawsze się opóźniały. „Przepraszam, kochanie” – mówił z autentycznym żalem.
„Ta runda finansowania jest kluczowa. Gdy ją zdobędziemy, wszystko się uspokoi”. Uwierzyłem mu, bo nie miałem powodu, żeby nie wierzyć. Jego startup znajdował się w krytycznej fazie wzrostu, a ja rozumiałem wymagania świata technologii.
Ja też byłem zajęty, spędzając długie godziny w laboratorium, dopracowując swój projekt dyplomowy. Mimo to coś było nie tak. Pewnego wieczoru, przeglądając Instagram, zauważyłem post z restauracji w moim rodzinnym mieście.
Na zdjęciu widniał ich słynny czekoladowy tort lawowy, a podpis wspominał o wyjątkowym gościu ze świata technologii. W tle zdjęcia, rozmazany, ale rozpoznawalny, widniał profil Jasona. Aż mi się żołądek ścisnęło.
Powiedział mi, że w ten weekend był w Nowym Jorku na spotkaniu z inwestorami. Co robił w moim rodzinnym mieście 3 godziny w przeciwnym kierunku? Kiedy skonfrontowałem go z nim podczas naszej kolejnej rozmowy, jego wyjaśnienia nadeszły zbyt szybko.
To była zmiana planów w ostatniej chwili. Potencjalny inwestor mieszka niedaleko twoich rodziców i zaproponował spotkanie właśnie tam. Miałem ci powiedzieć, ale wiedziałem, że stresujesz się terminem oddania projektu.
Czy widziałeś moją rodzinę, kiedy tam byłeś? – zapytałem. Chwila ciszy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






