„Nie będziemy się zbliżać do tej ciężarówki” – szepnąłem.
Sophie skinęła głową bez wahania.
Ten wybór prawdopodobnie nas uratował.
Kilka minut później Daniel wyszedł zza linii drzew, trzymając w ręku kanister z benzyną.
Richard podążył za nim wolniej.
Ruszyli w stronę pojazdów.
Daniel spojrzał w stronę grzbietu.
„To powinno wystarczyć.”
Richard potarł twarz.
„Użyłeś za dużo.”
„Musiało się zawalić”.
„Możesz wywołać pożar.”
Daniel zaśmiał się gorzko.
„Teraz martwisz się pożarem lasu?”
Richard otworzył swój SUV.
Daniel złapał go za ramię.
„Musimy trzymać się historii”.
„Znam tę historię.”
„Powiedz to.”
Mój ojciec wpatrywał się w niego.
Głos Daniela stał się twardszy.
„Powiedz to.”
Richard odpowiedział: „Melissa zdenerwowała się z powodu testamentu. Zabrała Sophie i wyjechała po kolacji wczoraj wieczorem. Założyliśmy, że wróciła samochodem do Denver”.
„A jej samochód?”
„W domku.”
Daniel pokręcił głową.
„Dlatego to przeniosłem.”
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
Mój samochód nie stał już tam, gdzie zaparkowałem go rano.
Daniel kontynuował.
„Jest na dworcu autobusowym w Pueblo. Jej torba jest w środku. Z jej rozmów telefonicznych wynika, że planowała wyjechać”.
Richard wydawał się nieswojo.
„Wysłałeś te wiadomości z jej telefonu?”
„Zaplanowałem je wczoraj.”
Instynktownie sięgnąłem do kieszeni.
Wtedy coś sobie uświadomiłem.
Telefon, który miałem przy sobie, nie był moim zwykłym telefonem.
To był mój telefon służbowy.
Tego ranka mój prywatny telefon ładował się w kuchni w wynajętym domku. Daniel musiał go zabrać, kiedy twierdził, że zapomniał okularów przeciwsłonecznych i wrócił do środka.
Zakładali, że będę miał przy sobie tylko jeden telefon.
Nic nie wiedzieli o telefonie służbowym, ponieważ moja firma wydała im go cztery dni wcześniej.
To był ich drugi błąd.
Daniel i Richard wsiedli do oddzielnych samochodów i odjechali.
Czekaliśmy pełne pięć minut.
Potem się przeprowadziliśmy.
Droga prowadząca do muzeum była zbyt odsłonięta, więc z Sophie poszliśmy opuszczonym torowiskiem kolejowym między drzewami. Chodzenie stawało się coraz bardziej bolesne. Kostka ledwo utrzymywała mój ciężar.
Po około czterdziestu minutach mój telefon nagle zawibrował.
Jeden takt.
Natychmiast zadzwoniłem pod numer 911.
Dyspozytor odebrał.
„Nazywam się Melissa Hale” – powiedziałam. „Mój ojciec i brat próbowali zabić mnie i moją córkę w kopalni Silver Creek”.
Głos dyspozytora natychmiast się zmienił.
Zapytała o naszą lokalizację.
Opisałem halę przetwórczą i poziom kolei.
Potem powiedziałem jej coś jeszcze ważniejszego.
„Oni myślą, że nie żyjemy. Proszę, nie dzwoń do nich.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






