“Co robisz?!” krzyknąłem.
Waleria się uśmiechnęła.
„Chyba w końcu dostałeś nauczkę” – powiedziała. „Teraz zaparkujesz ten grat gdzie indziej”.
Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że dwa razy potknąłem się o telefon, wyciągając go. Właśnie miałem dzwonić pod 911, gdy za mną skrzypnęły drzwi mojego domu.
“Co robisz?!”
Olivia wyszła na werandę, trzymając w ręku kartonik soku.
Spojrzała na betoniarkę, na Valerie, potem na mnie. I, przysięgam na pamięć mojego taty, puściła oko!
„Kochanie, wracaj do środka” – powiedziałem.
“Zaraz mamo.”
Przeszła obok mnie spokojna jak w niedzielny poranek i zatrzymała się w uprzejmej odległości od Valerie.
“Kochanie, wracaj do środka.”
„Proszę pani” – powiedziała Olivia, zwracając się do naszej sąsiadki – „Bardzo mi przykro, ale proszę spojrzeć. Chyba coś się dzieje z pani gankiem”.
Uśmiech Valerie błysnął. „O czym ty mówisz, dziecko?”
„Tam na górze” – Olivia wskazała kartonikiem z sokiem. „Mężczyźni. Ten z notesem”.
Moja sąsiadka odwróciła się w stronę swojego domu. Ja też się odwróciłem.
“Bardzo mi przykro.”
Na schodach domu Valerie stało dwóch mężczyzn.
Ich samochód był zaparkowany na podjeździe.
Jedna miała na sobie koszulkę w miejskim stylu i przyklejała jaskrawopomarańczową kartkę do drzwi wejściowych. Druga była krępa, w zakurzonej kurtce roboczej, i rozmawiała przez telefon, gestykulując energicznie w stronę betoniarki na moim podjeździe.
Twarz mojej sąsiadki tak szybko zbladła, że myślałam, że zemdleje!
Jeden z nich miał na sobie koszulkę w miejskim stylu.
„O Boże, nie” – wyszeptała Valerie. „Proszę, tylko nie to!”
„Co to jest?” zapytałem cicho. „Olivio, co zrobiłaś?”
„Wciągnęłam w to pana Harolda, tak jak planowałam. Powiedziałam mu” – powiedziała moja córka. Wzięła mały łyk soku. „Dziś rano. Rozmawiała przez telefon na podwórku, kiedy czekałam na autobus”.
„Co mu powiedziałeś?” – zapytałem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






