„Wszyscy w pobliżu. Idźcie.”
Sześć cylindrów pod niebieską plandeką

W ciągu dziesięciu minut strażacy zamknęli połowę ulicy, a sąsiedzi w piżamach i kapciach zebrali się za taśmą. Linda siedziała sama na krawężniku dalej. Jej mąż Frank – cichy, pracujący na budowie, ciągle ładujący narzędzia do ciężarówki – nie był w domu.
Strażak w końcu wyjaśnił: sześć butli z propanem w garażu Lindy. Jedna miała uszkodzony zawór i aktywnie przeciekała. Garaż był praktycznie pozbawiony wentylacji.
„Czy dom mógł wybuchnąć?” – zapytałem.
Ostrożnie dobierał słowa. „Jeśli zgromadzi się wystarczająco dużo gazu i trafi na źródło zapłonu – tak. Poważne ryzyko pożaru i wybuchu”.
Linda usłyszała go i zaczęła płakać. „Powiedziałam mu, żeby je wyjął” – powiedziała. „Powiedziałam Frankowi”.
Ramirez przykucnął obok niej. „Kiedy zobaczyłaś je po raz pierwszy?”
„Dwa tygodnie temu”.
„Skąd się wzięli?”
“Nie wiem.”
„Właśnie powiedziałeś, że kazałeś mu je zdjąć.”
„Ponieważ nie powinny znajdować się w garażu”.
„Skąd twój mąż je wziął ?”
Linda nie odpowiedziała. Ta cisza zapoczątkowała kolejne śledztwo.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






