„Wiem”. Spojrzała na swój dom – zwolniony przez straż pożarną, ale pusty od Franka. Po raz pierwszy odkąd ją znałam, wyglądała na małą. „Spędziłam tyle czasu, obserwując, co robią inni” – powiedziała cicho. „Powinienem był skupić się na własnym domu”.
Nie sprzeciwiłem się. Zaproponowała, że zapłaci za szkody. Zgodziłem się. To było chyba tyle pojednania, ile oboje mieliśmy w sobie w tym tygodniu.
Drzwi, których nigdy nie przemalowałem
Dramat w HOA zakończył się niemal komicznie. Tydzień później Curtis wpadł sprawdzić stan naprawy ganku, spojrzał na moje zielone drzwi i pokręcił głową. „To wszystko, przez ten kolor?”
“Najwyraźniej.”
„Jeśli to coś znaczy — podoba mi się”.
„Uważaj” – powiedziałem. „Ludzie doznawali obrażeń z błahych powodów”.
Zaśmiał się. Nie powiedziałem mu, jak bardzo ten żart był bliski dosłowności.
Biała farba w końcu zeszła z cegły. Pomalowałem uszkodzoną część drzwi na ten sam ciemnozielony kolor. Pomyślałem o zmianie koloru, nie dlatego, że Linda miała rację, ale dlatego, że za każdym razem, gdy na nią patrzyłem, widziałem radiowozy, strażaków i sześć butli z propanem wynoszonych z domu po drugiej stronie ulicy.
Wtedy doszedłem do wniosku, że właśnie dlatego niczego nie zmieniam.
Linda przez cały tydzień próbowała sprawić, żebym pożałował tych drzwi. Zamiast tego, jej obsesja na ich punkcie ujawniła coś o wiele groźniejszego niż naruszenie farby. Gdyby nie narzekała, nie zwróciłbym na nią uwagi. Gdyby nie porysowała farby, mógłbym nigdy nie ustawić aparatu. Gdyby nie przewróciła garnków, nie zacząłbym się tak uważnie przyglądać.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






