“Wszystko w porządku nad jeziorem?”
„Odbyła się impreza. Muszę odrestaurować całe mieszkanie. Po cichu. I muszę wymienić zamki do wieczora”.
„Dajcie mi dwa dni na śluzy. Tydzień na resztę.”
Zapłaciłem mu z mojego konta odziedziczonego po spadku, tego, do którego Daniel nigdy nie zadał sobie trudu, żeby się nauczyć loginu. Tego popołudnia zatrudniłem ekipę sprzątającą. Do zachodu słońca zniknęły wszystkie opakowania i butelki.
W domu pocałowałem Daniela w policzek i zapytałem, jak minął mu dzień.
Zacząłem znikać nad jeziorem w weekendy.
„Długie” – powiedział, obserwując mnie trochę za uważnie. „Wyglądasz na zmęczoną. Wszystko w porządku nad jeziorem?”
„Tylko zakurzone. Któregoś dnia może przydać się jakaś porządna robota.”
„Tak? Może nie warto.”
Uśmiechnęłam się i zamieszałam makaron.
Przez kolejne dwa tygodnie znikałem nad jeziorem w weekendy. Za każdym razem zabierałem ze sobą torbę podróżną. W środku był pluszowy królik mojej córki, książki o dinozaurach mojego syna i albumy ze zdjęciami mojej mamy.
„To miejsce jest studnią bez dna”.
Daniel zauważył, że torby stawały się coraz lżejsze z każdym powrotem do domu.
“Przywozisz tam jakieś rzeczy?”
„Potrzebowałam po prostu trochę przestrzeni. Byłaś strasznie zestresowana. Pomyślałam, że to dobrze zrobi nam obojgu”.
„Dobrze. Kosmos”. Powoli skinął głową. „Wiesz, to miejsce to studnia bez dna. Gdybyśmy je sprzedali, moglibyśmy spłacić kredyt hipoteczny. Zacząć coś nowego”.
„Mój klucz nie działa.”
“Pomyślę o tym.”
Jego ramiona opadły z ulgą. Naprawdę wierzył, że tak zrobię.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






