Żadnych białych róż.
Żadnych dwustu gości.
Tylko cykady, spokojne wieczorne powietrze i dwie lampki wina.
Tata na mnie spojrzał.
„Czy żałujesz, że tu weszłaś?”
Spojrzałem na cichą ulicę i pokręciłem głową.
„Powiedzieli mi, że mam znać swoje miejsce.”
Uśmiechnąłem się.
„W końcu mi się udało.”
Zatrzymałem się.
„To nigdy nie było poniżej ich godności”.
„To było poza ich zasięgiem”.






