Jennifer z uległości. Bystra, opanowana, typ kobiety, która prawdopodobnie nigdy nie przeoczyła żadnego szczegółu i nigdy nie dała nikomu poznać, ile dokładnie zobaczyła.
Marcus z oceny ryzyka. Już z rumieńcami na policzkach po otwartym barze, chętny do rozmowy, chętny, by zaimponować.
Jeszcze kilka nazwisk rozpoznałem z opowieści, które Sarah opowiadała w domu podczas późnych kolacji i zmęczonych wieczorów w tygodniu.
A potem on.
„To Derek Hoffman” – powiedziała Sarah. „Wiceprezes regionalny”.
Derek zrobił krok naprzód z jednym z tych uśmiechów, jakie noszą wytworni mężczyźni, gdy przez lata wmawiano im, że autorytet i urok są ze sobą powiązane. Miał około 45 lat, był w drogim ubraniu i poruszał się z niefrasobliwą pewnością siebie kogoś, kto od dawna nie napotkał znaczącego oporu.
Jego uścisk dłoni trwał odrobinę za długo.
„Więc” – powiedział lekkim, ale błędnym tonem, którego nie potrafiłam w pełni zrozumieć w pierwszej chwili – „jesteś tym szczęściarzem, który zgarnął naszą Sarę”.
Nasza Sarah.
Nie twoja żona.
Nie, Sarah.
Nawet nie niezdarnej próby okazania życzliwości.
Nasza Sarah.
Zacisnęłam szczękę, ale odwzajemniłam uśmiech.
„Mam szczęście” – powiedziałem spokojnie.
Coś mignęło mu w twarzy i zniknęło, zanim zdążyłam to nazwać. Może kalkulacja. Albo irytacja, że nie posłuchałam tej prostej, terytorialnej poufałości, która kryła się w tym zwrocie.
Potem uśmiech powrócił, a pokój zaczął się wokół nas poruszać.
Podano kolację. Kurczak był dokładnie tak zapomniany, jak przewidywałem, ale wino było doskonałe.
Sarah pochyliła się między daniami i objaśniła mi, co się dzieje na sali, tak jak zawsze robiła to na tego typu wydarzeniach. Wskazała prezesa, Richarda Castelliano, przemawiającego do członków zarządu siedzących trzy stoliki dalej. Zauważyła, które klastry są ważne, a które tylko chciały sprawiać takie wrażenie.
Prawie niezauważalnie skinęła głową w stronę Dereka siedzącego przy środkowym stole, zachowując się tak, jakby wieczór był specjalnie dla niego zaplanowany.
„Myśli, że dostanie stanowisko dyrektora finansowego” – wyszeptała.
„Ogłoszenie będzie w przyszłym tygodniu?”
Skinęła głową.
„W takim razie albo jest bardzo pewny siebie”, powiedziałem, „albo bardzo głupi”.
Uśmiechnęła się, nie patrząc na mnie.
„Te dwie rzeczy pokrywają się w większym stopniu, niż mogłoby się wydawać”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






