Wróciliśmy do sali balowej osobno od Dereka. Wchodził już do środka jak człowiek, który kończy prywatną rozmowę telefoniczną – wygładzony, rozluźniony, z opanowanym wyrazem twarzy.
Sarah usiadła tam, gdzie ją poprowadziłem, przy małym stoliku z boku, i dopiero wtedy zauważyłem, że jej ręce drżą.
„Wszystko w porządku?” zapytałem cicho.
Wzięła oddech, który nie uspokoił jej zbytnio.
„Nic mi nie jest. Ja po prostu…” Urwała, przełknęła ślinę i spróbowała ponownie. „To nie był pierwszy raz”.
Słowa te zapadły mi w pamięć mocniej niż cokolwiek, co powiedział Derek.
„Czy on cię kiedyś dotykał?”
„Niezupełnie” – powiedziała szybko, po czym się poprawiła. „Niezupełnie. Komentarze. Stanie za blisko. Ręce na moim ramieniu. Wymyślanie powodów, żeby mnie zatrzymywać po spotkaniach. Sprawianie wrażenia, że źle zrozumiałam, jeśli zareagowałam”.
„Czy robił to samo innym kobietom?”
Jej oczy uciekły w inną stronę.
„Krążą plotki.”
„Nie o to pytałem.”
Spojrzała na mnie.
“Tak.”
Odpowiedź była ledwie słyszalna szeptem, ale nie było w niej cienia niepewności.
„Młodsza analityczka o imieniu Rebecca nagle odeszła w zeszłym roku” – powiedziała. „A przede mną była stażystka. Chyba Melissa. Patricia Gomez z kierownictwa wyższego szczebla go unikała, więc oczywiście ludzie z tego żartowali. Wszyscy wiedzą, że coś jest nie tak. Nikt nic nie robi, bo on przyciąga największych klientów, a zarząd go uwielbia”.
Wyjąłem telefon.
„Potrzebuję nazwisk” – powiedziałem.
Zawahała się tylko przez sekundę.
Potem mi je dała.
Rebecca Chen.
Melissa Chen.
Patricia Gomez.
Czwarta kobieta z innego wydziału, której przeniesienie w tamtym czasie nie miało sensu.
Wpisałem wszystkie imiona do bezpiecznej notatki.
„Dokąd idziesz?” zapytała Sarah.
„Do pracy.”
I dokładnie to zrobiłem.
Pierwszym przystankiem był taras dla palących. Marcus z działu oceny ryzyka, już rozluźniony po otwartym barze i chętny do bycia dobrze poinformowanym, był dokładnie takim człowiekiem, jakiego ludzie z mojego zawodu uwielbiają spotykać na eventach firmowych.
Dziesięć minut niewinnej rozmowy o pracy i już powiedział mi więcej, niż powinien. Pinnacle korzystał z systemu HR w chmurze. Ich sieć VPN była na tyle zawodna, że ludzie ciągle narzekali na konieczność ponownego uwierzytelniania. Kadra kierownicza często pomijała najlepsze praktyki, bo nie znosiła niedogodności.
Uśmiechnęłam się, skinęłam głową i pozwoliłam mu mówić dalej.
Stamtąd poszłam do sali balowej i nauczyłam się wszystkiego, czego potrzebowałam.
Derek rzeczywiście był faworytem na stanowisko dyrektora finansowego.
Richard Castelliano kiedyś niemal stracił swoją poprzednią firmę z powodu skandalu etycznego i był znany ze swojej obsesyjności na punkcie reputacji publicznej.
Sygnały z sali balowej hotelu były wyświetlane za pośrednictwem centralnej kabiny sterowania sprzętem audiowizualnym.
A co najważniejsze, pracownicy Pinnacle sprawdzali firmową pocztę e-mail za pośrednictwem niezabezpieczonej hotelowej sieci Wi-Fi, jakby wygoda i nieostrożność stały się synonimami.
O 9:30 udałem się do centrum biznesowego hotelu.
Było pusto.
Trzy komputery. Jedna drukarka. Jedna kiepska sztuczna roślina. Przytłumione oświetlenie. Tani dywan udający coś z dykty.
Otworzyłem laptopa, uruchomiłem skaner sieciowy i zacząłem mapować środowisko Wi-Fi hotelu. Znalazłem wszystkie aktywne urządzenia w sieci, przefiltrowałem je według domen pracowników Pinnacle i zawęziłem pole wyszukiwania.
W budynku znajdowało się 37 urządzeń podłączonych do systemu Pinnacle.
Jeden z nich należał do Dereka Hoffmana.
Mężczyzna uzyskiwał dostęp do służbowej poczty e-mail przez hotelowe Wi-Fi bez odpowiednio zabezpieczonego routingu sesji. Co gorsza, gdy tylko ustawiłem się między jego urządzeniem a serwerem pocztowym, stosując atak typu man-in-the-middle, niemal natychmiast przechwyciłem jego token uwierzytelniający i podłączyłem się do jego aktywnej sesji.
To była jedna z najbardziej niedbałych sytuacji w zakresie bezpieczeństwa operacyjnego, jaką kiedykolwiek widziałem.
A Derek, pomimo całej swojej arogancji, nie miał pojęcia, że jego własne nawyki go pogrzebią.
To, co znalazłem w jego e-mailu, było gorsze, niż się spodziewałem.
Nie chodziło tylko o oczywiste wiadomości. Niestosowne komentarze. Stopniowe przechodzenie od udawanego mentoringu do drapieżnych sugestii. Flirtowanie wykorzystywane jako broń nacisku. Tak, to się zdarzało i było ich wiele.
Jednak głębiej na koncie znajdował się folder oznaczony jako „Poufne dane działu HR”.
Ten folder zmienił noc.
W aktach sprawy znajdowały się trzy formalne skargi złożone przeciwko niemu w ciągu ostatnich pięciu lat.
Rebeki.
Melissy.
Patricii.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






