Nie spieszył się, badając jej skórę, brzuch i oddech. Obserwowałem każdy ruch, jakby od tego zależało moje życie.
„Dobra wiadomość” – powiedział w końcu. „Wygląda na łagodną infekcję wirusową. Brak objawów zapalenia opon mózgowych ani sepsy. Płuca czyste. Poziom tlenu w normie”.
Wypuściłem tak głośno powietrze, że niemal osunąłem się na krzesło obok mnie.
„Wcześnie to wykryłaś. Damy jej coś na zbicie gorączki. Dbaj o jej nawodnienie. Będzie potrzebowała odpoczynku, ale wszystko będzie dobrze”.
Łzy napłynęły mi do oczu. Zakryłam usta i skinęłam głową.
„Dziękuję. Dziękuję bardzo” – wyszeptałam.
Uśmiechnął się. „Dobrze zrobiłeś, że ją tu przyprowadziłeś. Nie pozwól, żeby ludzie tacy jak ten facet na zewnątrz wmówili ci, że masz wątpliwości”.
Chwilę później do pokoju weszła Tracy, trzymając dwie małe torby.
„To dla ciebie” – powiedziała delikatnie, podając mi je.
Zajrzałam do środka. W jednej były próbki mleka modyfikowanego, pieluchy i kilka butelek dla niemowląt. W drugiej malutki różowy kocyk, chusteczki nawilżane i karteczka z prostym napisem: „Dasz radę, mamo”.
„Skąd się one wzięły?” – zapytałem, czując, jak gardło mi się znów zaciska.
„Darowizny. Inne mamy, które były w podobnej sytuacji. Niektóre pielęgniarki też się dorzucają”.
Zamrugałam szybko, starając się nie płakać. „Nie sądziłam, że kogokolwiek to obchodzi”.
Głos Tracy złagodniał. „Nie jesteś sama. Może ci się tak wydawać, ale tak nie jest”.
Wyszeptałam ponownie: „Dziękuję”, bo to było wszystko, co mogłam powiedzieć.
Gdy gorączka ustąpiła i Olivia znów zaczęła spać, zmieniłam jej pieluchę, owinęłam ją w podarowany kocyk i spakowałam się do wyjścia. W szpitalu już się uspokoiło. Światło jarzeniówek nie było już tak rażące.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






