Ale gdzieś w centrali wiedziałem, że jest tajny raport.

A coś we mnie mówiło, że ten pogrzeb nie skończy się tak, jak przewidywali Colesowie.
W piątek wiał marznący deszcz i przenikliwy wiatr.
W Arlington stałem w ostatnim rzędzie, mój mundur był przemoczony do ramion. Moje dzieci kuliły się pod moim parasolem, zmarznięte i zdezorientowane, mocno trzymając mnie za rękę.
Na froncie, pod suchym baldachimem, rodzina Cole’ów zamieniła żałobę w teatr.
Trumna Garretta była przykryta amerykańską flagą. Scarlett siedziała w pierwszym rzędzie, ubrana w drogi czarny płaszcz, głośno płacząc do kamer, a jedną rękę delikatnie kładła na swoim ciążowym brzuchu.
Beatrice głaskała Scarlett po włosach jak dumna matka. Arthur stał za nimi, opowiadając reporterom o odwadze i poświęceniu syna.
Przyglądałem się w milczeniu.
Wykorzystywali Arlington, żeby zszargać dobre imię Garretta.
Wtedy Beatrice obejrzała się i mnie zobaczyła.
Nawet z daleka widziałem jej szyderczy uśmiech.
Pochyliła się w stronę Scarlett i szepnęła na tyle głośno, że wiatr porwał jej drobinki.
„Spójrz na nią. Wciąż próbuje ukraść jego dziedzictwo. Nie martw się, kochanie. Wszyscy wiedzą, kto jest prawdziwą wdową”.
Scarlett spojrzała na mnie z zadowoleniem i współczuciem.
Nie zareagowałem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






