Jasne.
Piękny.
Potępiające.
Broszka rozgrzała moją skórę.
Na zewnątrz ktoś zawołał moje imię. „Clara?”
To był pan Hayes, prawnik mojego ojca.
Victor natychmiast się wyprostował. Mama wyrwała mi długopis z ręki i uśmiechnęła się do drzwi.
„Jest przytłoczona” – zawołała. „Pomagamy jej”.
Pan Hayes i tak wszedł. Jego szary garnitur był poplamiony deszczem, a wyraz twarzy nieczytelny.
„Wszystko w porządku?” zapytał mnie.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, matka objęła mnie ramieniem. „Ona jest histeryczna. Zaatakowała mnie”.
Victor skinął poważnie głową. „Żal czyni dziwne rzeczy”.
Dotknąłem rozciętej wargi.
Pan Hayes to widział.
Podobnie uczyniła połowa żałobników, którzy zebrali się przy wejściu.
Victor zauważył to za późno. Jego maska opadła na sekundę, a pod nią dostrzegłem panikę.
Potem arogancja powróciła.
„Co zamierzasz zrobić?” wyszeptał. „Płakać do prawnika?”
Spojrzałem na pana Hayesa.
„Nie” – powiedziałem. „Puść mu nagranie”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






