Są bardzo zainteresowani tą lokalizacją. Odwrócił telefon w moją stronę, pokazując wizualizacje architektoniczne zamkniętego osiedla Ranch View Estates.
200 domów, pole golfowe i centrum handlowe, wszystko zbudowane na terenie dawnego Double C Ranch. Oferują 4 domy.
8 milionów za całe 800 akrów, kontynuował Allan. Wyobrażasz to sobie, Clifford?
4,8 miliona dolarów.
Nigdy więcej nie musiałbyś się martwić o pieniądze. Studiowałem wizualizacje, czując mdłości.
Wynegocjowałeś już cenę. To tylko wstępne rozmowy.
Powiedziałem im, że najpierw muszę porozmawiać z rodziną, ale tak, są bardzo zmotywowani. Chcą rozpocząć budowę wiosną przyszłego roku.
A ty dostajesz prowizję od tej sprzedaży. Allan wahał się o chwilę za długo.
Cóż, w tego typu transakcjach obowiązuje standardowa prowizja za znalezienie. Ile?
2% 200 000 dolarów. Powiedział to szybko, jakby kwota nie miała znaczenia.
Ale nie dlatego to robię, Clifford. Chodzi o rodzinę.
200 000 dolarów. To więcej niż potrzeba, by spłacić długi hazardowe i karty kredytowe, a jeszcze zostanie sporo na nowy początek gdzie indziej.
Prawdopodobnie bez Avery, gdy już spełnił swoje zadanie. Co Avery myśli o przekształceniu swojego rodzinnego domu w osiedle?
Avery chce dla ciebie jak najlepiej. Ufa mi, że zajmę się stroną biznesową, bo przekonałeś ją, że jestem niekompetentny.
Maska Alana znów opadła, ujawniając błysk irytacji. Bo zachowujesz się niekompetentnie.
To ranczo to przegrana sprawa, a ty jesteś zbyt uparty, żeby się do tego przyznać. Jak długo myślisz, że uda ci się to utrzymać?
Kolejne 5 lat? 10?
Co się stanie, gdy dostanę zawału serca, będąc tu sam? Co się stanie, gdy spadnę z konia i złamię biodro?
Wpędzał się teraz w słuszny gniew, wierząc we własne usprawiedliwienia. Avery i tak odziedziczy to miejsce, kiedy umrzesz.
Robię tylko to, żeby dostała coś wartościowego, a nie stertę długów i zrujnowane budynki. Bardzo miło z twojej strony.
To przemyślane i realistyczne, ale nie potrafisz patrzeć poza własną dumę i robić to, co słuszne dla twojej córki. Wtedy usłyszałam trzask drzwi samochodu na zewnątrz.
Allan też to usłyszał i podszedł do okna. „Kto to?”
„Zapytał nagle napiętym głosem. Dołączyłam do niego przy oknie.
Margaret Caldwell szła w kierunku domu, otoczona przez Davida Chena i Thomasa Wrighta. Za nimi podążał Robert i pozostali członkowie zarządu.
Cała szóstka miała miny, które mogłyby zamrozić wodę. „To są prawdziwi właściciele tego rancza” – powiedziałem cicho.
Alan odwrócił się do mnie twarzą. „O czym ty mówisz?
Mówię o tym, że nie jestem właścicielem rancza Double C, Alan. Nigdy nie byłem.
Jestem menadżerem. Pracuję dla tych ludzi.
Teczka wyślizgnęła się Allenowi z rąk, rozsypując dokumenty na podłodze. To niemożliwe.
25 lat temu groziła mi upadłość. Ci ludzie kupili ranczo i zatrudnili mnie do zarządzania nim.
Wszystko, co widziałeś, wszystko, co zaplanowałeś, wszystko, czym mi groziłeś, nic z tego nie należy do mnie. Twarz Allana wyrażała serię emocji: zmieszanie, niedowierzanie, a w końcu zrozumienie: „Kłamiesz.
Chciałbym, ale ci ludzie, którzy pukają do moich drzwi, reprezentują konsorcjum warte około 2 miliardów dolarów. Są właścicielami rancz, farm i gruntów rolnych w sześciu stanach, a ty właśnie spędziłeś ostatni rok, próbując ich oszukać.
Pukanie do drzwi nastąpiło dokładnie w tym samym momencie. Otworzyłem i zobaczyłem Margaret Caldwell i jej zespół czekających na ganku.
Panie Wellington – powiedziała oficjalnie – dziękujemy za telefon.
Chyba masz tu kogoś, kto chce omówić transakcje dotyczące nieruchomości. Allan cofał się w stronę przeciwległej ściany, z oczami szeroko otwartymi z paniki.
„To pułapka.” „Nie, Alanie” – powiedziałem smutno.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





