W mieszkaniu było cicho.
Nie samotny.
Po prostu powstrzymany.
Usiadłem przy oknie wychodzącym na wschód i rozmyślałem o wszystkim, co wiedziałem.
Wszystko, czego nie zrobiłem.
Wszystko jest jeszcze niepewne.
Nazywam się Wendy Finch.
Mam sześćdziesiąt osiem lat.
Przez trzydzieści jeden lat obserwowałem, jak ludzie walczą o domy, meble, pieniądze i przedmioty, które stały się symbolami czegoś o wiele większego.
Kurtka Richarda wisi na oparciu mojego krzesła.
Jego ołówek nadal jest w kieszeni.
Nie mogę powiedzieć, jak zakończyło się małżeństwo Dereka, bo tego nie wiem.
A co ważniejsze, to nie ja o tym decyduję.
Po dziesięcioleciach pracy na ławie oskarżonych, dziesięcioleciach małżeństwa i latach wdowieństwa w końcu zrozumiałem różnicę między tym, co należy do mnie i co należy do kogoś innego.
Mogę powiedzieć, że dom jest chroniony.
Ta półka należy do Dereka.
A pewnego poranka światło słoneczne wpada przez okno do mojego mieszkania pod kątem, który Richard pewnie nieco by zmienił.
Ale mi się podoba.
Wystarczy.
Richard zawsze powtarzał, że wystarczy podjąć decyzję, a nie coś, co świat ostatecznie nam podsunie.
W tej kwestii również miał rację.






