„Nie mogę siedzieć w dziesięciogodzinnym samolocie do Grecji i rozmyślać o tym”.
„To zapytaj go teraz. Tylko pamiętaj – pytaj. Nie oskarżaj.”
„Pytaj, nie oskarżaj.”
„I zadzwoń do mnie później.”
“Będę.”
Zostałem jeszcze chwilę na korytarzu, wpatrując się w moją obrączkę ślubną w ostrym hotelowym świetle.
Potem wstałem i wróciłem do środka.
Ian nie spał.
Siedział oparty o poduszki, a jego włosy sterczały na wszystkie strony.
„Oto jesteś” – powiedział. „Obudziłem się, a ciebie nie było”.
„Poszedłem po lód.”
Uniósł jedną brew.
„Poszedłeś do maszyny do lodu bez wiaderka z lodem?”
„Zapomniałem.”
“Prawidłowy.”
Zaśmiałam się nerwowo.
Klucz i notatka nadal były ukryte w kieszeni mojego szlafroka.
Na szczęście chwilę później przyjechała obsługa pokoju.
Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, piliśmy kawę i jedliśmy śniadanie.
Starałem się zachowywać normalnie.
Ian rozsmarował masło na croissancie, jakby wszystko w naszym wszechświecie było w jak najlepszym porządku.
„No więc” – zapytałem swobodnie – „czy wczoraj wieczorem opróżniłeś kieszenie smokingu?”
“Tak.”
„Wszystkie?”
Spojrzał na mnie.
„Tak. Dlaczego?”
„Jesteś pewien?”
„Sharon, sprawdziłem. Księga ślubów. Klucz do hotelu. To było to.”
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
„To dziwne.”
Ian zrobił pauzę.
“Dlaczego?”
„Bo znalazłem coś innego.”
Przestał żuć.
Wyciągnąłem paragon.
„Coś od Bellamy & Sons.”
Jego wyraz twarzy uległ zmianie.
Tylko nieznacznie.
Jedno mrugnięcie.
Lekkie napięcie wokół ust.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






