Betty zmarszczyła brwi.
“Co?”
„W naszej rodzinie pierwsze dziecko zawsze jest dziewczynką.”
Ona prychnęła.
„Cóż, u nas to zawsze jest chłopiec.”
Spojrzałem na nią.
Ona spojrzała na niego.
I wtedy, po raz pierwszy od kilku tygodni, zacząłem się śmiać.
Betty też.
I tak oto stanęłyśmy – dwie kobiety, które niemal zniszczyły ślub naszych dzieci, ponieważ uważałyśmy, że ich rodziny są zbyt różne.
A teraz kłóciliśmy się o wnuki, których w ogóle nie było.
Pokręciłem głową.
„Doprowadzimy się nawzajem do szaleństwa jako teściowe”.
„Oczywiście” – mruknęła Betty.
Potem jej wyraz twarzy złagodniał.
Spojrzała przez okno na Kirę i Marcusa.
„Ale jeśli są szczęśliwi, to chyba o to chodzi”.
Podążyłem za jej wzrokiem.
Moja córka śmiała się z mężczyzną, którego kochała.
Wyglądała na szczęśliwszą niż widziałem ją od lat.
I po raz pierwszy, zamiast skupiać się na tym, co odróżniało Marcus od osoby, którą sobie wyobrażałam, zobaczyłam, co naprawdę się liczy.
Kochał moją córkę.
A ona go kochała.
Powoli skinąłem głową.
„Tak” – powiedziałem.
„To jest najważniejsze.”






