Zatrzymał się i oparł ciężko pierś o drewnianą rękojeść miotły. Jego twarz miała barwę odtłuszczonego mleka.
„Pozwól mi ponieść torbę, tato” – powiedziałem, sięgając po nylonowe paski.
„Nie” – powiedział, kaszląc raz w niebieską chusteczkę. „Student ostatniego roku przygotowujący się do studiów nie powinien dźwigać worków z węglem”.
Zarzucił ciężką torbę na ramię z głośnym jęknięciem, które sprawiło, że skrzywił się.
Weszliśmy do jego schowka, gdzie w powietrzu zawsze unosił się ostry zapach zielonego wosku do podłóg i środka do czyszczenia sosen. Postawił moją torbę na metalowym składanym krześle i sięgnął do kieszeni kamizelki.
Wyciągnął okrągły, srebrny zegarek kieszonkowy, ale na jego dłoni nie było ciężkiego, metalowego ogniwa, które zwykle wisiało mu na piersi.
„No, spójrz na to” – mruknął, obracając w dłoni gładką metalową obudowę. „Łańcuch zniknął”.
„Gdzie to jest?” zapytałem.
Wydał z siebie suchy chichot, choć jego klatka piersiowa zdawała się drżeć z wysiłku. „Musiało mi się wyślizgnąć, kiedy we wtorek sprzątałem krzaki za boiskami sportowymi”.
Położył zegarek bez łańcuszka na małym drewnianym biurku, obok słoika z zardzewiałymi śrubami.
O piątej dzwonek na głównym korytarzu zadzwonił trzy razy, sygnalizując ostateczne zamknięcie. Dyrektor Bradley stał w drzwiach swojego gabinetu, poprawiając okulary w drucianych oprawkach, gdy szliśmy w stronę wyjścia.
„Nicole” – powiedział pan Bradley, jego głos był powolny i opanowany. „Proszę wejść na chwilę”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






